czwartek, 14 listopada 2013

Żaba.


Sławomir C. zjadł żabę. Nie na modłę francuską, ale połknął ją sam nie wiedząc, kiedy. Sławomir liczy dopiero dwadzieścia lat, ale doświadcze­nie w fachu złodziejskim ma nie liche. Do Urke Nachalnika mu daleko, ale biorąc pod uwagę jego zaangażowanie przestępcze, można przyjąć, że niedługo dorówna najlepszym, Już obecnie lepiej by przyszło wyliczyć, jakich przestępstw mię popełnił. Jeszcze nikogo nie zabił. Nie ma pewności natomiast czy kogoś me ograbił na tak zwanego „ trupka".
Dokony­wał włamań, kradł, co popadło, aż złapał żabę. Na początku kwietnia Stawek ruszył w mias­to. Nudno mu było, dziewczyna, z którą..kręcił" urwała mu się w ostatniej chwili. Przechodząc się ulicami dotarł do parkingu na Wojska Polskiego i znudzony zaglądał do parkowanych samochodów. Przejrzawszy prawie wszystkie dotarł do takiego, w którym na tylnym siedzeniu leżał sobie spokojnie męski neseser.

Dostanie się do samochodu było już dziecinną zabawą. Wy­bicie wywietrznika nie zajęło dużo czas i już po chwili Sławo­mir stał się posiadaczem nie tyle nesesera, ile podręcznego barku. Okazało się, że w neseserze, poza bielizną była butelka koniaku, butelka wódki oraz kawa. Brak było zakąski. Sławomir uszczęśliwiony pobiegł do domu i już, już miał przystąpić do degustacji kradzionych trunków, gdy do drzwi zapukała milicja. Nawet nie próbował zaprzeczać. Powie­dział tylko: ,,Po cholerę była mnie ta żaba". Nie otrzymał odpowie­dzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz