Żaba.
Sławomir
C. zjadł żabę. Nie na modłę francuską, ale połknął ją sam nie
wiedząc, kiedy. Sławomir liczy dopiero dwadzieścia lat, ale doświadczenie w
fachu złodziejskim ma nie liche. Do Urke Nachalnika mu daleko, ale biorąc pod
uwagę jego zaangażowanie przestępcze, można przyjąć, że niedługo dorówna
najlepszym, Już obecnie lepiej by przyszło wyliczyć, jakich przestępstw mię
popełnił. Jeszcze nikogo nie zabił. Nie ma pewności natomiast czy kogoś me ograbił na tak
zwanego „ trupka".
Dokonywał
włamań, kradł, co popadło, aż złapał żabę. Na początku kwietnia Stawek ruszył w
miasto. Nudno mu było, dziewczyna, z którą..kręcił" urwała mu się w
ostatniej chwili. Przechodząc się ulicami dotarł do parkingu na Wojska
Polskiego i znudzony zaglądał do parkowanych samochodów. Przejrzawszy prawie
wszystkie dotarł do takiego, w którym na tylnym siedzeniu leżał sobie spokojnie
męski neseser.
Dostanie
się do samochodu było już dziecinną zabawą. Wybicie wywietrznika nie
zajęło dużo czas i już po chwili Sławomir stał się posiadaczem nie tyle
nesesera, ile podręcznego barku. Okazało się, że w neseserze, poza bielizną
była butelka koniaku, butelka wódki oraz kawa. Brak było zakąski. Sławomir
uszczęśliwiony pobiegł do domu i już, już miał przystąpić do degustacji
kradzionych trunków, gdy do drzwi zapukała milicja. Nawet nie próbował
zaprzeczać. Powiedział tylko: ,,Po cholerę była mnie ta żaba". Nie
otrzymał odpowiedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz