Sprawa
się „rypła”
A było to tak. Kazimierz W. budował
sobie dom. Okazały, o dużej powierzchni mieszkalnej. Winien przyciągać oczy
elewacją inną, niż mają sąsiedzi. Pan Kazimierz doszedł do wniosku, że
najlepiej zrobi, gdy podjedzie do „Porcelitu” i pogada. Tam zawsze coś się
tłucze. Szczególnie dobrze, gdy tłucze się porcelit kolorowy, wtedy domy wyraźnie
odcinają się od krajobrazu.
Kazimierz W. dogadał się z
odpowiednimi ludźmi i uzyskał zgodę na zabranie stłuczek. Gdy podjechał
samochodem do zakładu, stłuczek było bardzo dużo. Rozejrzał się wokoło i
zobaczył jednego z pracowników, mającego przerwę w pracy. Kazimierz zapytał
stojącego pracownika, czy pomógłby narzucić stłuczki na samochód. Pracownik
lekko się skrzywił i odpowiedział, że właśnie ma przerwę i szuka czegoś do
picia. Kazimierz, człowiek obyty od razu zorientował się, co jest grane. Obiecał
coś do picia ale po zakończonej pracy.
Andrzej P. – bo to on był tym
pracownikiem, skrzyknął jeszcze kilku kolegów i wspólnymi siłami wrzucili całą
stłuczkę do samochodu. Kazimierz pięknie podziękował i jak zwyczaj nakazuje,
wynagrodził trud kilkoma butelkami wódki. Pracownicy odeszli na bok i nie
zdążyli gęby obetrzeć po wypiciu, gdy na teren zakładu zajechali milicjanci.
Popłoch się zrobił wielki. Niestety,
żaden z nich chuchu do kieszeni nie schowa. Balonik prawdę powiedział i w ten
sposób ustalono, że Andrzej P. Edward M. Stefan M. i Marek M. spili się jak
bąki. Tymczasem milicjanci rozglądali się po zakładzie, czy i inni pracownicy
nie są w stanie żbliżonym do ich kolegów. I przez to właśnie rozglądanie
podpadła grupa „prawie trzeźwych”, którzy nie pili na terenie zakładu, ale dnia
poprzedniego popili tyle, że ich woziło następnego dnia a balonik czerwienił
się ze wstydu, że tyle się nazbierało. Grupa „prawie trzeźwych” na alkohol
zarabiała inaczej.
Stanisław P., Janusz P., Wiesław C.
oraz Wiesław T., ludzie zapobiegliwi, wymyślili, że kradzież kilkunastu wyrobów
bywa niezauważalna dla nikogo. Wybrali, przeto po komplecie droższym, ukrywając
je skrzętnie w pomieszczeniach, gdzie zwykle przebierają się do pracy. I byliby
wynieśli, gdyby nie milicja. Teraz wszyscy do siebie mają pretensje. Pijący do
mniej pijących i odwrotnie. Dziwne, że nie mają pretensji do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz