wtorek, 5 listopada 2013

Sprawa się „rypła”

          A było to tak. Kazimierz W. budował sobie dom. Okazały, o dużej powierzchni mieszkalnej. Winien przyciągać oczy elewacją inną, niż mają sąsiedzi. Pan Kazimierz doszedł do wniosku, że najlepiej zrobi, gdy podjedzie do „Porcelitu” i pogada. Tam zawsze coś się tłucze. Szczególnie dobrze, gdy tłucze się porcelit kolorowy, wtedy domy wyraźnie odcinają się od krajobrazu.
          Kazimierz W. dogadał się z odpowiednimi ludźmi i uzyskał zgodę na zabranie stłuczek. Gdy podjechał samochodem do zakładu, stłuczek było bardzo dużo. Rozejrzał się wokoło i zobaczył jednego z pracowników, mającego przerwę w pracy. Kazimierz zapytał stojącego pracownika, czy pomógłby narzucić stłuczki na samochód. Pracownik lekko się skrzywił i odpowiedział, że właśnie ma przerwę i szuka czegoś do picia. Kazimierz, człowiek obyty od razu zorientował się, co jest grane. Obiecał coś do picia ale po zakończonej pracy.  
          Andrzej P. – bo to on był tym pracownikiem, skrzyknął jeszcze kilku kolegów i wspólnymi siłami wrzucili całą stłuczkę do samochodu. Kazimierz pięknie podziękował i jak zwyczaj nakazuje, wynagrodził trud kilkoma butelkami wódki. Pracownicy odeszli na bok i nie zdążyli gęby obetrzeć po wypiciu, gdy na teren zakładu zajechali milicjanci.
          Popłoch się zrobił wielki. Niestety, żaden z nich chuchu do kieszeni nie schowa. Balonik prawdę powiedział i w ten sposób ustalono, że Andrzej P. Edward M. Stefan M. i Marek M. spili się jak bąki. Tymczasem milicjanci rozglądali się po zakładzie, czy i inni pracownicy nie są w stanie żbliżonym do ich kolegów. I przez to właśnie rozglądanie podpadła grupa „prawie trzeźwych”, którzy nie pili na terenie zakładu, ale dnia poprzedniego popili tyle, że ich woziło następnego dnia a balonik czerwienił się ze wstydu, że tyle się nazbierało. Grupa „prawie trzeźwych” na alkohol zarabiała inaczej.

          Stanisław P., Janusz P., Wiesław C. oraz Wiesław T., ludzie zapobiegliwi, wymyślili, że kradzież kilkunastu wyrobów bywa niezauważalna dla nikogo. Wybrali, przeto po komplecie droższym, ukrywając je skrzętnie w pomieszczeniach, gdzie zwykle przebierają się do pracy. I byliby wynieśli, gdyby nie milicja. Teraz wszyscy do siebie mają pretensje. Pijący do mniej pijących i odwrotnie. Dziwne, że nie mają pretensji do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz