Jak skutecznie pozbyć się żony?
Na etapach
naszej cywilizacji w różny sposób dobierano sobie żony, jak też w różny sposób
pozbywano się tych istot najbliższych. Gdy protoplasci ludzkości dzisiejszej
skakali po drzewach, wystarczyło połączyć się na chwilę z płcią przeciwną i już
była ona na jakiś czas żoną. Było to prymitywne, ale dla niektórych wygodne.
W miarę cywilizowania się społeczeństw, następowało kultywowanie momentu
zawarcia związku małżeńskiego.
Dochodziło
nieraz do tragedii, gdy rodzice wybranki lub tego, który wybierał, nie wyrażali
zgody na „taką żonę''. Następowały porwania zakończone pościgiem lub nawet
wojną między rodzinami czy też między państwami.
Wzięcie
kobiety za żonę, zawsze wiązało się z określonym ryzykiem, jaki mógł się objawić
po usankcjonowaniu związku małżeńskiego. Wówczas to właśnie rodziło się
pytanie — jak pozbyć się żony. Radzono sobie rozmaicie. Jedne społeczeństwa
wypracowały metody niezwykle humanitarne — po prostu zwracały rodzicom ich
latorośl w ramach reklamacji wraz z całym wniesionym wianem. W innych, gdzie
zainteresowania materialne brały górę, zwracano tylko żonę, nie zwracając
wiana. Prawdopodobnie, wiano traktowano jako wyrównanie szkód moralnych, po
nieudanym związku. Bywało, że dla pozbycia się żony chwytano się podstępu.
Jeżeli w
danym społeczeństwie cudzołóstwo karano śmiercią, mąż chcąc pozbyć się swojej
połowicy, oskarżał ją o niewierność i zacierał ręce, gdy żona płonęła na
stosie. Łatwiejszym sposobem pozbycia się żony było oskarżenie jej o czary.
Gdy czarownice były modne.
Teraz
kobiety również nas czarują, ale nie bierzemy tego poważnie. Mniej humanitarnym
sposobem pozbycia się żony było uśmiercenie jej. Obecnie modne są rozwody, ale
one nie gwarantują pełnego zerwania więzów między dwojgiem ludzi a poza tym,
to są bardzo kosztowne. Wiesław G, mieszkaniec Pruszkowa, w swoim małżeństwie
przetrwał niewiele ponad rok. Dorobił się w tym czasie potomka kilkumiesięcznego
i już miał żony dosyć. Wiesław G. miał fantazję i z prawem był obyty. Edukacje
prawną rozpoczynał jeszcze jako nieletni, gdy wspólnie z kolegami dokonał
kradzieży z włamaniem do jednej ze szkół. W miarę upływu lat,
doskonalił swoje umiejętności i tak dożywszy lat dwadzieścia osiem miał na swoim
koncie kilka liczących się przestępstw (łącznie z napadem rabunkowym), co
pozwalało mu na zajęcie właściwej pozycji, w swoim środowisku.
Poznanie kobiety o rok
młodszej, nie, zmieniło jego zainteresowań, nadal, więc popełniał przestępstwa
bez widoków na przyszłość. Widoków takich nie miała również i jego żona Julia
G. Wiesław postanowił pozbyć się swojej współmałżonki. W sposób nietypowy.
Postanowił wsadzić ją do więzienia. Julia G. Pracowała w Warszawie jako
bufetowa w zakładzie gastronomicznym. Przed odejściem na urlop macierzyński
odkładała trochę pieniędzy na książeczkę oszczędnościową, przewidując słusznie,
że przy takim mężu nie wiadomo, czego można się spodziewać.
W czasie pobytu na urlopie wybierała systematycznie
pieniądze, aby mieć, z czego żyć. Ale wszystko ma swój koniec. Konto również.
Ostatni dzień roku dla wszystkich tradycjonalistów ma swoisty urok.
Podniosłość tego właśnie dnia postanowił wykorzystać Wiesław G. Wiedział, że
urzędnicy, prawie we wszystkich instytucjach niemal od rana myślą tylko o tym,
jak uda się sylwestrowy bal, nie zwracając uwagi na zgłaszających się petentów.
Wiesław G. doszedł do wniosku, że właśnie ten a nie inny dzień, będzie
doskonały do jego zamysłu. Wziął książeczkę oszczędnościowa żony i
wykorzystując poprzednie zapisy, zwiększył (fikcyjnie) stan konta do
kilkudziesięciu tysięcy złotych. Teraz –postanowił - należy czekać na
odpowiedni moment lub sprowokować los.
Używał
różnych argumentów i jakoś przekonał żonę, aby poszła z nim do PKO i
pobrała z tak spreparowanej książeczki jednorazową wypłatę w kwocie piętnaście
tysięcy. Rozumował słusznie, że jeżeli stan wpłat na książeczkę będzie duży, a
pobierał będzie tylko w kwocie limitu wypłaty jednorazowej, nikt nie przystąpi
do analizowania poszczególnych zapisów, tym bardziej, że było to przed zakończeniem
dnia pracy. I tak właśnie zrobili.
Żona, zostawiając pod
opieką sąsiadki kilkumiesięczne dziecko, poszła z Wiesławom i wręczyła
kasjerce książeczkę z wypisanym czekiem. Kasjerka poprosiła chwile o
poczekanie. Ponieważ czekanie trochę przedłużało się, Wiesław G. zostawił żonę
i wyszedł przed budynek, słusznie podejrzewając, że pewnie powiadomiono
milicję. Zgadzało się.
Milicja
zabrała tylko żonę. Wiesław G, zadowolony powędrował do kolegów zastanawiając
się, jak spędzi noc sylwestrową. Nie przewidział w swojej kalkulacji, że
milicja miała go już od dłuższego czasu „na oku". A stało to się wówczas,
gdy jemu dobremu znajomemu, ba, stałemu fundatorowi, Czesławowi B. skradziono
z mieszkania różne dobra na ponad dwieście tysięcy. Wówczas to stal się
osobą podejrzaną numer jeden, ponieważ tylko on wiedział gdzie i w jakich
miejscach pochowane są różne przedmioty, stanowiące dorobek Czesława B. Po
sygnale z PKO, że zatrzymano Julię G. wraz z przerobioną książeczką
oszczędnościową, zaczęto rozglądać się za Wiesławem. Wiesław tym czasem, w
towarzystwie najbliższych sobie kolegów świętował sukces pozbycia się żony,
organizując przy tym towarzystwo na najbliższa, uroczystą noc.
Zaskoczeniem
dla niego, stało się pojawienie w melinie gdzie przebywał, funkcjonariuszy milicji
zapraszających go do radiowozu. W Komendzie skapitulował. Przy okazji
opowiedział o innych kradzieżach, jakich dokonywał na terenie szpitala — zabierając
z nie zamkniętego pokoju saszetkę lekarza wraz z dokumentami i pieniędzmi oraz
o innych kradzieżach i włamaniach. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego chciał
pozbyć się swojej współmałżonki, w tak przemyślny sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz