Kosmita.
Oświetlenie ulic w Pruszkowie jest
kryzysowe, czyli na żadnej ulicy nie ma tak, aby wszystkie lampy spełniały to,
co do nich należy. Wprawdzie spełniają i inne funkcje pomocnicze, na przykład
jako miejsce spotkań bezpańskich psów, miejsce, w którym każdy pijany znajdzie
oparcie lepsze od swojej żony. Słowem, powiedzenie, że - pod latarnią
najciemniej - w Pruszkowie nabrało znaczenia dosłownego.
Lipcowym wieczorem, około północy,
patrol milicyjny przemierzający ulice miasta, zobaczył na jezdni faceta
słaniającego się na nogach. Mieli już zapytać o dowód, gdy facet grzecznie
zagadnął:
-
Pa..anowie, gdzie ja jestem?
-
Na jezdni – odpowiedział zgodnie z prawdą milicjant.
-
T..o wiem – wybełkotał – a...le w jakim mieście?
-
W Pruszkowie – poinformował go milicjant, prosząc o okazanie dowodu osobistego.
-
A g...dzie ten Pruszków leży – dziwił się facet dając swój dowód, – co ja tutaj
robię? – Zapytał zdziwiony.
Po sprawdzeniu w dowodzie okazało się,
że Janusz Sz. zamieszkuje w Żywcu. Jak podał, założył się z kolegami o beczkę
piwa, że w ciągu trzech godzin wypije trzydzieści butelek piwa. Świadomość
dotrzymała mu towarzystwa do dwudziestej trzeciej butelki. Nie pamiętał, jak
znalazł się na ulicach naszego miasta. Na pewno nie pieszo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz