niedziela, 3 listopada 2013

Kosmita.

          Oświetlenie ulic w Pruszkowie jest kryzysowe, czyli na żadnej ulicy nie ma tak, aby wszystkie lampy spełniały to, co do nich należy. Wprawdzie spełniają i inne funkcje pomocnicze, na przykład jako miejsce spotkań bezpańskich psów, miejsce, w którym każdy pijany znajdzie oparcie lepsze od swojej żony. Słowem, powiedzenie, że - pod latarnią najciemniej - w Pruszkowie nabrało znaczenia dosłownego.
          Lipcowym wieczorem, około północy, patrol milicyjny przemierzający ulice miasta, zobaczył na jezdni faceta słaniającego się na nogach. Mieli już zapytać o dowód, gdy facet grzecznie zagadnął:
- Pa..anowie, gdzie ja jestem?
- Na jezdni – odpowiedział zgodnie z prawdą milicjant.
- T..o wiem – wybełkotał – a...le w jakim mieście?
- W Pruszkowie – poinformował go milicjant, prosząc o okazanie dowodu osobistego.
- A g...dzie ten Pruszków leży – dziwił się facet dając swój dowód, – co ja tutaj robię? – Zapytał zdziwiony.

          Po sprawdzeniu w dowodzie okazało się, że Janusz Sz. zamieszkuje w Żywcu. Jak podał, założył się z kolegami o beczkę piwa, że w ciągu trzech godzin wypije trzydzieści butelek piwa. Świadomość dotrzymała mu towarzystwa do dwudziestej trzeciej butelki. Nie pamiętał, jak znalazł się na ulicach naszego miasta. Na pewno nie pieszo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz