niedziela, 3 listopada 2013

Synalek…

          Zbigniew J. w szkole uczył się wybiórczo, to znaczy tylko wtedy, gdy domniemywał, że nauczyciel może wywołać go do odpowiedzi. Nauczyciele poznali się na lotności Zbigniewa i na ogół często odpuszczali odpytywanie. Gdy ukończył szkołę podstawową i trzeba było podjąć decyzję, co dalej, najbardziej naraził mu się ojciec. Chciał, bowiem, żeby Zbigniew poszedł do zawodówki. Inne zdanie miał Zbyszek. W szkole podstawowej nie uczył się tak jak życzyli sobie nauczyciele, jak życzył sobie ojciec. Postawił na coś innego.
          W wolnych chwilach chodził do domu kolegi z jednej klasy, też nie najlepszego ucznia, ale za to mającego wspaniałe pomysły. Jego rodzina robiła w plastiku, mając w wybudowanym warsztacie przy domu, dwie wtryskarki i kilka form do produkcji zabawek dziecięcych i przyrządów do kuchni dla kobiet. Na wtryskarkach pracowali robotnicy zatrudnieni przez jego ojca, ale do obróbki modeli po wtrysku zatrudniano właśnie kolegów syna, ale tych bardziej zdyscyplinowanych, którzy nie opowiadają wszystkim, skąd mają pieniądze. Zbyszek załapał się do tej pracy i całą klasę szóstą, siódmą i ósmą przepracował przy czyszczeniu odlewów, nie mówiąc o tym własnemu ojcu. Nie opowiadał ojcu nawet wtedy, gdy w domu organizował prywatki dla chłopaków. Ojciec po czymś takim, następnego dnia pytał skąd wziął kasę, na co Zbyszek odpowiadał buńczucznie, że nie od niego. Nie bał się, że od ojca dostanie pasem, bo już raz pokazał ojcu, że na treningi sportowe chodzi po to by mieć siłę.
          Matka na ogół w ich rozmowy nie wtrącała się. Widziała jak Zbyszek zmężniał i zdawała sobie sprawę, że ojciec go już nie dosięgnie. Po tragicznej śmierci jego starszej siostry cała rodzina chodziła jak pół przytomna. Zbyszek przysięgał sobie, że dopadnie tego kierowcę, który uderzył w nieoświetloną grupę dziewczyn idącą wieczorem po drodze wprawdzie nie po tej stronie, co powinni, ale kierowca od tego ma światła w samochodzie, aby wszystko widzieć. Kierowcy dali w zawieszeniu a siostra nie żyje. Gdzie tu sprawiedliwość – zapytywał samego siebie.

          Dlatego też, gdy po skończeniu szkoły podstawowej oświadczył rodzinie, że nie będzie się dalej uczył, ojciec nie przyjął tego do wiadomości tylko marudził, że trzeba uczyć się dalej choćby w zawodówce. Ojciec nie wiedział o tym, że Zbyszek pracuje i składa pieniądze na samochód. Starał się tak pracować, aby ani ojciec ani matka nie wiedzieli, gdzie chodzi po szkole. Zawsze mówił, że chodzi na treningi. Pomimo upływu czasu od skończenia szkoły podstawowej, uraz do ojca pozostał, bo nie chciał zrozumieć, że Zbyszek ma inny cel. W czasie kolejnej awantury, Zbigniew doszedł do wniosku, że skoro na ojcu nie robią wrażenia wyrzucane żale, i ciągłe wracanie do tego samego karcenia, aby uzyskać święty spokój, należy wyrzucić ojca. W czasie głośnego sporu otworzył okno, chwycił ojca za kark i dalej pchać do okna. Gdyby nie przytomność umysłu matki, która podniosła larum, pomoc sąsiadów obserwujących przez okno ich zmagania i interwencji wezwanej milicji, Zbigniew J. pozbyłby się ojca w sposób wprawdzie prymitywny, ale chyba skuteczny. Wyrzuciłby ojca przez okno a mieszkali na ósmym piętrze bez balkonu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz