Patrzcie,
ma nóż w plecach a jeszcze biegnie – dziwili się przechodnie.
Marian K. miał przyjaciół. Gdy miał
pieniądze. Gdy pieniądze odchodziły, znikali również i przyjaciele. Pozostawała
wówczas konkubina Renata G., z którą od dłuższego czasu spędzał chwile między
pijaństwami. Renata G. jak większość kobiet dążyła do założenia jakiegoś
gniazda, ale Marian K. nie patrzył na życie przyszłościowo. Mając trzydzieści
trzy lata, miał już niejakie doświadczenia z kobietami i do małżeństwa nie
palił się. Renaty to nie zrażało. Wiedziała, że w jakimś momencie, może nawet w
pijanym widzie, Marian zgodzi się na małżeństwo i będzie im dobrze. Dlatego też
z pewną zapobiegliwością wyłuskiwała od Mariana zebrane pieniądze, które
pojawiały się od czasu do czasu w jego rękach i starała się je lokować w
przedmiotach, sprzętach, jakie potrzebne im będą we wspólnych pożyciu. Martwiło
ją jednak towarzystwo Mariana. Mieszkali w Piastowie, ale towarzystwo mieli w
Pruszkowie. Jednym z nich był Roman W, starszy od Mariana o dobrych kilka lat,
doświadczony dwudziestoparoletnim pobytem w różnych zakładach karnych,
imponował młodzikowi nawet w konkubinacie. Sam rozwiódł się z żoną zostawiając
jej syna, po czym tworzył w domu taką atmosferę, że syn z matką uciekli gdyż
brali dosłownie pogróżki, że im siekierą głowy poucina. Za to zostawili mu
mieszkanie.
Wziął konkubinę, Elżbietę W. , młodszą
od Renaty G. i to Marianowi K. było nie w smak. Natomiast Renata i Elżbieta
znalazły wspólny język. Gdy Marian za namową Renaty brał pożyczkę z PKO,
podżyrował mu ją Roman W. Teraz Renata mówi, że chyba źle zrobiła namawiając
Mariana do wzięcia pożyczki, ale już po fakcie.
13 lipca 1984 roku po południu, w
piątek, Renata uzgodniła z Marianem, że wezmą ze sobą butelkę wódki i pójdą do
Romana podziękować za żyrowanie pożyczki. Z Piastowa do Żbikowa nie jest
daleko. Do mieszkania Romana dotarli gdzieś około godziny osiemnastej. Sąsiedzi
Romana widząc zbierające się u niego towarzystwo, domyślili się, że będzie
większe picie i przewidywali mocniejsze zakończenie wieczoru. Nie przewidzieli
takiego.
Picie rozpoczęto od razu po przyjściu
Mariana z konkubiną. Konkubina Romana, Elżbieta W. przygotowała naprędce jakąś
zakąskę i we czworo migiem opróżnili przyniesione pół litra wódki. Następną
butelkę przyniósł Roman, kolejną też wyjął Roman, później pito jakieś wina i
dalej już niewiele pamiętają, co pito. Faktem jest, że rano dnia następnego,
gdy pobudzili się, Elżbieta wyjęła schowane przezornie pół litra wódki i
postawiła do śniadania. Zaczynały się kwasy. Romanowi nie podobało się to i
owo. Marian nie pozostawał dłużny a i Elżbieta zaczęła demonstrować swoje
zdanie. Nie można było powiedzieć, że śniadanie przebiegało w przyjacielskiej
atmosferze. W pewnej chwili zaczął się niezwykły rumor. Renata nie bardzo
wiedziała, co się dzieje, bo nagle chłopy i Elżbieta zaczęły się mocno szarpać
i po chwili wszystko ucichło. Zaniepokojona Renata wybiegła na dwór i słyszała
jak sąsiadka mówiła do kogoś:
-
Patrzcie, ma nóż w plecach i jeszcze biegnie.
Renata wyskoczyła na drogę i zobaczyła
Mariana padającego na ziemię. Krzyczał do otaczających go ludzi:
-
Ludzie, ratujcie, bo się wykrwawię.
Ludzie stojący na drodze kiwali
głowami przytakując – oj wykrwawi się, wykrwawi. Renata wzięła jego głowę na
kolana i widziała jak umierał. Za chwilę przyjechało pogotowie powiadomione
przez przypadkowego motocyklistę. Lekarz stwierdził zgon przez przybyciem. Jako
przyczynę, podał ranę kłutą poniżej lewej łopatki. Zatrzymano Romana W i jego
konkubinę Elżbietę W., a prokurator ich aresztował. Ale kto zrobił ranę kłutą
Marianowi, nie ustalono. Sam okaleczyć się nie mógł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz