poniedziałek, 25 listopada 2013

Patrzcie, ma nóż w plecach a jeszcze biegnie – dziwili się przechodnie.



Marian K. miał przyjaciół. Gdy miał pieniądze. Gdy pieniądze odchodziły, znikali również i przyjaciele. Pozostawała wówczas konkubina Renata G., z którą od dłuższego czasu spędzał chwile między pijaństwami. Renata G. jak większość kobiet dążyła do założenia jakiegoś gniazda, ale Marian K. nie patrzył na życie przyszłościowo. Mając trzydzieści trzy lata, miał już niejakie doświadczenia z kobietami i do małżeństwa nie palił się. Renaty to nie zrażało. Wiedziała, że w jakimś momencie, może nawet w pijanym widzie, Marian zgodzi się na małżeństwo i będzie im dobrze. Dlatego też z pewną zapobiegliwością wyłuskiwała od Mariana zebrane pieniądze, które pojawiały się od czasu do czasu w jego rękach i starała się je lokować w przedmiotach, sprzętach, jakie potrzebne im będą we wspólnych pożyciu. Martwiło ją jednak towarzystwo Mariana. Mieszkali w Piastowie, ale towarzystwo mieli w Pruszkowie. Jednym z nich był Roman W, starszy od Mariana o dobrych kilka lat, doświadczony dwudziestoparoletnim pobytem w różnych zakładach karnych, imponował młodzikowi nawet w konkubinacie. Sam rozwiódł się z żoną zostawiając jej syna, po czym tworzył w domu taką atmosferę, że syn z matką uciekli gdyż brali dosłownie pogróżki, że im siekierą głowy poucina. Za to zostawili mu mieszkanie.
Wziął konkubinę, Elżbietę W. , młodszą od Renaty G. i to Marianowi K. było nie w smak. Natomiast Renata i Elżbieta znalazły wspólny język. Gdy Marian za namową Renaty brał pożyczkę z PKO, podżyrował mu ją Roman W. Teraz Renata mówi, że chyba źle zrobiła namawiając Mariana do wzięcia pożyczki, ale już po fakcie.
13 lipca 1984 roku po południu, w piątek, Renata uzgodniła z Marianem, że wezmą ze sobą butelkę wódki i pójdą do Romana podziękować za żyrowanie pożyczki. Z Piastowa do Żbikowa nie jest daleko. Do mieszkania Romana dotarli gdzieś około godziny osiemnastej. Sąsiedzi Romana widząc zbierające się u niego towarzystwo, domyślili się, że będzie większe picie i przewidywali mocniejsze zakończenie wieczoru. Nie przewidzieli takiego.
          Picie rozpoczęto od razu po przyjściu Mariana z konkubiną. Konkubina Romana, Elżbieta W. przygotowała naprędce jakąś zakąskę i we czworo migiem opróżnili przyniesione pół litra wódki. Następną butelkę przyniósł Roman, kolejną też wyjął Roman, później pito jakieś wina i dalej już niewiele pamiętają, co pito. Faktem jest, że rano dnia następnego, gdy pobudzili się, Elżbieta wyjęła schowane przezornie pół litra wódki i postawiła do śniadania. Zaczynały się kwasy. Romanowi nie podobało się to i owo. Marian nie pozostawał dłużny a i Elżbieta zaczęła demonstrować swoje zdanie. Nie można było powiedzieć, że śniadanie przebiegało w przyjacielskiej atmosferze. W pewnej chwili zaczął się niezwykły rumor. Renata nie bardzo wiedziała, co się dzieje, bo nagle chłopy i Elżbieta zaczęły się mocno szarpać i po chwili wszystko ucichło. Zaniepokojona Renata wybiegła na dwór i słyszała jak sąsiadka mówiła do kogoś:
- Patrzcie, ma nóż w plecach i jeszcze biegnie.
          Renata wyskoczyła na drogę i zobaczyła Mariana padającego na ziemię. Krzyczał do otaczających go ludzi:
- Ludzie, ratujcie, bo się wykrwawię.

          Ludzie stojący na drodze kiwali głowami przytakując – oj wykrwawi się, wykrwawi. Renata wzięła jego głowę na kolana i widziała jak umierał. Za chwilę przyjechało pogotowie powiadomione przez przypadkowego motocyklistę. Lekarz stwierdził zgon przez przybyciem. Jako przyczynę, podał ranę kłutą poniżej lewej łopatki. Zatrzymano Romana W i jego konkubinę Elżbietę W., a prokurator ich aresztował. Ale kto zrobił ranę kłutą Marianowi, nie ustalono. Sam okaleczyć się nie mógł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz