Pali się, jak jasna cholera…
Święto strażaków fetowano cały dzień.
Bo tak naprawdę to im się należy. Chłopcy odważni, z pomyślunkiem a jeszcze jak
mają dobry sprzęt, to nic nie powinno się za bardzo rozpalić. Takiego zdania
było właśnie kierownictwo Wydziału Lakierni w ZNTK.
Urwały się drzwi metalowe na zawiasie
przy wejściu na Wydział. Ot normalka, bo drzwi już swoje lata miały. Rada w
radę, postanowiono z bratniego Wydziału sprowadzić spawacza na miejsce i
dokonać naprawy. Aby praca przebiegała zgodnie z przepisami postanowiono do
spawacza dołożyć jeszcze strażaka z jednostki zakładowej.
Przystąpiono do naprawiania drzwi.
Spawacz wprawdzie wspomniał kierownikowi, że do tej pracy potrzebne by były
koce azbestowe, na które winny spadać odpryski rozgrzanego metalu, ale pan
kierownik był innego zdania. Pan kierownik stwierdził autorytatywnie, że do tej
pracy wystarczy sam strażak, niezwykle przystojny i przepisowo ubrany. Ulegając
takim argumentom, spawacz przystąpił do pracy.
Co się dzieje, gdy rozpalony metal
spada na podłogę z grubą warstwą zaschniętego lakieru? Oczywiście, pali się jak
jasna cholera. No i zaczęło się. Obecny na miejscu strażak, wprawdzie przystojny
to jednak okazał się bezradny gdyż był........ bez sikawki. Rozwinięto sprawną
akcję, pożar ugaszono, – ale co strażak najadł się wstydu, to się nadał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz