sobota, 2 listopada 2013

 Pali się, jak jasna cholera…


          Święto strażaków fetowano cały dzień. Bo tak naprawdę to im się należy. Chłopcy odważni, z pomyślunkiem a jeszcze jak mają dobry sprzęt, to nic nie powinno się za bardzo rozpalić. Takiego zdania było właśnie kierownictwo Wydziału Lakierni w ZNTK.
          Urwały się drzwi metalowe na zawiasie przy wejściu na Wydział. Ot normalka, bo drzwi już swoje lata miały. Rada w radę, postanowiono z bratniego Wydziału sprowadzić spawacza na miejsce i dokonać naprawy. Aby praca przebiegała zgodnie z przepisami postanowiono do spawacza dołożyć jeszcze strażaka z jednostki zakładowej.
          Przystąpiono do naprawiania drzwi. Spawacz wprawdzie wspomniał kierownikowi, że do tej pracy potrzebne by były koce azbestowe, na które winny spadać odpryski rozgrzanego metalu, ale pan kierownik był innego zdania. Pan kierownik stwierdził autorytatywnie, że do tej pracy wystarczy sam strażak, niezwykle przystojny i przepisowo ubrany. Ulegając takim argumentom, spawacz przystąpił do pracy.

          Co się dzieje, gdy rozpalony metal spada na podłogę z grubą warstwą zaschniętego lakieru? Oczywiście, pali się jak jasna cholera. No i zaczęło się. Obecny na miejscu strażak, wprawdzie przystojny to jednak okazał się bezradny gdyż był........ bez sikawki. Rozwinięto sprawną akcję, pożar ugaszono, – ale co strażak najadł się wstydu, to się nadał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz