Witam na blogu w którym zamierzam publikować fragmenty swoich opowiadań, książek, które w ostatnich kilku latach wydałem w różnych wydawnictwach. Mimo swojego wieku, brak mi było doświadczenia we współpracy z przedstawicielami, czekającymi na naiwnych, pragnących opublikować swoje książki. Przerażony ich wyliczeniami, szukałem możliwie najtańszych. Znalazłem najtańszych drukarzy, a nie wydawców. W latach 80-tych pisywałem kryminałki go gazety, dziś wydałem te opowiadania, ale w formie książkowej. Załączę jedno z opowiadań i poczekam na reakcję czytelników, ich ocenę. Bo to tylko czytelnik może ocenić, czy będzie chciał czytać dalej i opowiadać o tym innym swoim znajomym, czy też zakończy i więcej się nie pokaże na stronie blogera.
- . -
Barbara B. miała bogaty
życiorys. W sensie pozytywnym. Od najmłodszych lat pasjonowała się śpiewem a
głos miała naprawdę ładny. Pasjonowała się również tańcem i cały czas myślała o
połączeniu obu pasji. Przez krótki czas tańczyła w pruszkowiakach, ale nie
mogąc prezentować swojego głosu, zrezygnowała z pobytu w tym zespole. Gdy miała
szesnaście lat zdawała i dostała się do zespołu Mazowsze w Karolinie. Uroda,
wdzięk połączony z talentem pozwolił oceniającym przyjąć, że warto w dziewczynę
zainwestować. Wszelkie propozycje składane Barbarze nie satysfakcjonowały ją.
Nie była zadowolona, nie pozwalano jej stosować własnych interpretacji, nie
pozwalano jej rozwijać własnych zdolności. Tak się tłumaczyła. I coś w tym
było.
W ogólniaku też miała takie
pretensje. Dla świętego spokoju, pozwalano jej na stosowanie własnych pomysłów,
ale zdawano sobie sprawę, że to tylko do matury. Pozwolono jej zdać maturę,
chociaż miała u niektórych nauczycieli „krzywe kluchy” mogące negatywnie
wpłynąć na oceny. Była indywidualistką.
Jaką? Pokazała na studiach. Po
pierwszym roku załatwiła sobie indywidualny tok studiów, utrzymując oceny na
poziomie bardzo dobrym. Była dobra. Miała dobre oceny, miała stypendium, miała
perspektywy pracy na uczelni, o czym rozmawiano z nią już po drugim roku
proponując wybranie tematu pracy magisterskiej, który później pogłębiany będzie
stanowił rozprawę doktorską a jeszcze bardziej pogłębiony, będzie podstawą habilitacji.
Czyli miała widoki. Nie miała tylko jednego.
Nie miała stałego chłopaka. Matka, ojciec, ciotki,
wujowie, młodsza siostra, na spotkaniach rodzinnych boleli na swój sposób, że
Basia chodzi sama a czas ucieka. Wiadomo, że do końca studiów już nie daleko,
perspektywy pracy są a w sercu nikogo nie ma. Matka, ojciec, ciotki, wujowie,
boleli nad tym, że Basia zmieniła orientację i lubi tylko kobiety. Siostra
wyręczała Basię w tych tłumaczeniach, wiedząc, że to nie prawda. Rodzina jednak
nie dowierzała. Siostra wprawdzie proponowała Barbarze, żeby zorganizowała
sobie jakieś spotkanie ze swoim chłopakiem w ciągu dnia w mieszkaniu rodziców i
niby to nie chcący dała się złapać rodzicom, gdy powrócą z pracy. Ale Barbarze
to nie odpowiadało. Barbara wiedziała to, czego nie wiedzieli rodzice, ciotki,
wujowie i siostra. Barbara była głęboka.
Dowiedziała się o tym, gdy jeszcze w ogólniaku, na
jakiejś prywatce, jeden z poznanych kolegów ją zdybał, pozbawił dziewictwa, ale
nie zaspokoił. Basia pytała się koleżanek, ale nie mogła nic się dowiedzieć.
Swoim zwyczajem, wzięła to w swoje ręce i szukając w książkach, znajdowała
różne informacje. Między innymi i taką, że swoje punkty erogenne ma ukryte
głęboko w pochwie.
I tu szkopuł. Co wzięła chłopaka,
próbowała z przodu, próbowała z tyłu, próbowała z boku i cały czas było nie tak.
Druga informacja podpowiadała, że chłopakowi należy pomóc dociskając go nogami
do siebie. Też nie pomagało. Postanowiła prowadzić selekcję. Dziwnie wprawdzie
to wyglądało, gdy na prywatce u koleżanki z roku, któryś z chłopaków
zainteresował się Barbarą, Barbara zorientowawszy się, że chłopak jest gotowy
do wzięcia, rozczapierzała dłoń i dokonywała pomiaru długości. Jeśli nie
spełniał oczekiwań, Barbara umiejętnie rezygnowała z propozycji i kończyła
zabawę. Nie zdarzało się to często, ale miała kilka takich przypadków.
Koleżanka, której przypadkiem się zwierzyła, zaproponowała jej, aby partnera
szukała wśród studentów z Afryki, Ameryki Południowej, z Indii. Barbara wolała
Polaka.
Krzysztof S. mieszkał w Warszawie.
Skończył studia na Politechnice i pracował w FSO na stanowisku kierownika. Nie
ma znaczenia, jakiego. Po studiach, wysoki, szczupły szatyn, na każdej prywatce
miał branie. Koledzy wiedzieli o pasji Krzysztofa. Uwielbiał motory. Mając
możliwość wyjazdu, za granicę do Niemiec, podjechał do ichniego komisu
motorowego. Kupił używany motor Harley- Davidson, wyremontował, odnowił, po
czym szpanując nim, woził świeżo poderwane panienki. Opowiadał im różne
historie, że kupił motor pochodzący z Milwaukee w
stanie Wisconsin w USA, dosłownie za grosze. Nie wspominał tylko, ile lat ma
ten motocykl. Dziewczynom wożonym z tyłu, na siedzeniu z oparciem, nie
przeszkadzał wiek motocykla. Dla nich był ważny wiek kierującego motorem. Dla
Barbary liczyło się jeszcze coś.
Barbara nie szukała męża, na razie szukała
mężczyzny, z którym mogłaby się dopasować i ewentualnie później zastanawiać się
czy ta znajomość ma szansę na wspólne życie w stałym związku. Miała dużo zajęć,
obroniła pracę magisterską, wpisała się na studium doktoranckie, zatrudniła się
jako asystent na swoim wydziale i zdawałoby się, że nic nie jest w stanie
zakłócić tego porządku. Rodzice proponowali Basi zakup mieszkania na niedalekim
niedawno wybudowanym osiedlu, ale nie była gotowa. Mówiła rodzicom: ”Nie jestem
na to jeszcze gotowa”. Więc rodzice czekali na gotowość Basi, dając wyraz
swojej tolerancji umawiali się z Basią, że jeśliby potrzebowała pokoju dla
siebie, powinna tylko powiedzieć dzień wcześniej im i siostrze i ma pokój do
dyspozycji.
Nadeszły wakacje i
część jej znajomych wyjechała do rodziny, znajomych czy też na zwykły
odpoczynek. Barbara, świeża na wydziale, zdawała sobie sprawę, że urlop będzie
miała później, teraz musi na to zapracować. Część jej znajomych została na
miejscu i dla podtrzymania tradycji spotykali się w godzinach popołudniowych na
symbolicznej lampce wina. Były to spotkania stałych grup, do których zapraszano,
co jakiś, czas nowe twarze. Liczono na to, że poszerzając grono znajomych, niektóre
osoby mające trudności z zapoznaniem odpowiedniego partnera, na takich bez
stresowych spotkaniach mogą się otwierać na nowe kontakty.
I tak się stało.
Któregoś lipcowego popołudnia, jedna z koleżanek na zbliżające się jej imieniny
Jolanty, zaprosiła swoją stałą grupę koleżanek i kolegów, uzgadniając, że
któreś zaprosi jeszcze swoich znajomych. W ten oto sposób, na jednym spotkaniu
znalazła się Basia oraz Krzysztof S. Od razu przypadli sobie do gustu. Po
wstępnych, rozpoznawczych manewrach, znaleźli wspólne tematy, na których oboje
dobrze się znali. Krzysztof godzinami mówił o Harleyu, jego historii,
wprowadzanych ulepszeniach zakupionego motoru, marzeniach, których realizacja
pozwoli na kupno nowszego lub nawet nowego Harleya, jeśli uda mu się wyjechać
do Stanów. Barbara też miała marzenia, ale innego rodzaju. Chciała już związać
się z mężczyzną na stałe, ale z takim, który będzie odpowiadał jej pod każdym
względem, szczególnie seksu. Spotkanie zakończono grubo po północy i Krzysztof
zaproponował, że Barbarę zawiezie do jej miejsca zamieszkania w Pruszkowie.
Wprawdzie nie było to daleko, jakieś dwadzieścia kilometrów, ale Barbara
zastrzegła się od razu, że mieszka z rodziną pracującą, siostra się jeszcze
uczy i do domu nie może Krzysztofa zaprosić. Krzysztof nie naciskał, jedynie
zaproponował spotkanie na neutralnym gruncie. Basi to odpowiadało.
Upłynęło kilka dni, Krzysztof zadzwonił do pracy i
zaproponował spotkanie w kawiarni, tuz przy jej miejscu pracy. Jak zwykle,
przyjechał na błyszczącym motocyklu, tak wyczyszczone były jego niklowe
elementy zewnętrzne. Barbara zdawała sobie sprawę, że motocykl tej marki
dodawał Krzysztofowi szpanu. Widziała te spojrzenia kobiet ścigających
Krzysztofa czy szedł sam czy też razem z nią, biła z nich typowa samicza
zazdrość. Rozmowa w czasie spotkania poświęcona była wspomnieniom i
obgadywaniem ich wspólnych znajomych ze spotkań, na jakich bywali, ale w
podtekście tych rozmów, w spojrzeniach, w gestach Krzysztofa i Barbary, w
przypadkowym dotykaniu siebie, atmosfera była gęsta od seksu. Oboje czuli to
samo i zdawali sobie sprawę, że to jest nieuchronne, to musi nastąpić, aby
przypieczętować ich znajomość. Ponieważ był to ciepły lipiec, umówili się na
dzień następny przed południem, w domu Barbary.
Barbara powiadomiła rodziców, uzgodniła wszystko z
siostrą i miała do wieczora mieszkanie wolne, dla siebie. Krzysztof przyjechał
punktualnie wnosząc do mieszkania bukiet róż i dużą butelkę szampana. Trudno im
było zachować umiar, chcieli jak najlepiej wykorzystać wolne mieszkanie.
Krzysztof po uściskaniu Barbary nawet nie zapytał, tylko widząc świeżo posłane
łóżko, zaczął ściągać ubranie z Barbary jedną ręką a drugą ściągał ubranie z
siebie. Padli sobie w ramiona, rzucili się na łóżko i dali upust swojemu
pożądaniu. Barbara zdążyła tylko wzrokiem omieść wyposażenie partnera, nie
zdążyła nic powiedzieć i już był w niej.
Robili to jak doświadczeni
partnerzy, potęgując swoje odczucia, wzmacniając bodźce niezbędne do uzyskania
ostatecznego efektu. Krzysztof pracując, delikatnie palcami poszukiwał
szczególnego punktu, takiego jak miały inne jego dziewczyny a Barbara
paznokciami orała mu skórę pośladów, próbując wzmocnić własne odczucia. W
pewnej chwili, gdy wydawało jej się, że nadchodzi ciągle umykający finał, nie
mogąc się doczekać upragnionego zakończenia, złapała leżące na szafce przy
łóżku nożyczki, podniosła do góry i biorąc pełen zamach wbiła je Krzysztofowi
poniżej lewego pośladka, dochodząc ostrzem do kości udowej. Krzysztof zawył,
zerwał się z łóżka i krzycząc z bólu wyskoczył przez otwarte okno. Basia
mieszkała na drugim piętrze.
Wezwany lekarz pogotowia wyjął
nożyczki, unieruchomił połamane ręce, nogi i karetką zawiózł gołego Krzysztofa
do szpitala. Barbara była w szoku. Nie chciała Krzysztofa zabić. Chciała go
tylko zmusić, aby ją zaspokoił. Zaspokojenie jednak nie nadeszło. A tak chciała
sprawdzić rozmiar. Nie zdążyła. I po co się tak spieszył?