czwartek, 28 listopada 2013

Mord w melinie


          Miasto pustoszało, tylko na niektórych przystankach czekali jeszcze spóźnieni przechodnie. Była niedziela. Prawdopodobnie wszystko odbyło się tak...
          Pruszkowskie knajpy były już pozamykane. Do parterowego budynku przy ul. Bolesława Prusa podszedł mężczyzna w średnim wieku, rozpięty, ponieważ grzał go wypity alkohol. Zastukał w okno i czekał. Zauważył w przyćmionym świetle pokoju, poruszającą się starszą kobietę. Kobieta po woli podeszła do okna, uchyliła firankę i wyjrzała na zewnątrz.
- Czego – zapytała.
- Ciotka, daj butelkę – odpowiedział mężczyzna.
- Czekaj – powiedziała „ciotka” i powoli poszła w głąb mieszkania.
          Podeszła do podwójnych drzwi, otworzyła je i kazała gościowi wejść do środka. Był jej znany z widzenia i nie obawiała się z jego strony żadnej napaści. Zapytała tylko ile chce alkoholu. Powiedział, że ma tylko na jedna butelkę. „Ciotka” odwróciła się od niego i zaczęła iść w stronę pokoju. Nagle poczuła mocne uderzenie w głowę i prawie straciła przytomność. Padła na podłogę, ale jeszcze siłą woli chciała wstać. W tym momencie zacisnęło się wokół jej gardła coś miękkiego i już przestała czuć cokolwiek.

                                             *        
*                  *

          W poniedziałek, 19 grudnia 1983 roku około godziny 9,00 syn „ciotki” przechodząc obok jej domu, zobaczył niedomknięte drzwi do mieszkania. Zaniepokojony wszedł szybko do środka. W kuchni panował nawet porządek, natomiast, gdy wszedł do pokoju, zobaczył matkę leżącą na podłodze przyrzuconą wyrzuconymi z szafy ubraniami. Nie dotykając niczego powiadomił milicję.
          Tej samej nocy z 18 na 19 grudnia około północy, po przeciwległej stronie ulicy Bolesława Prusa, dokonano włamania do restauracji „Popularna” poprzez wyrwanie krat od zaplecza. Sprawcy weszli do środka i opróżnili na miejscu kilka skrzynek alkoholu.
          W mieszkaniu „ciotki” znaleziono wiele śladów świadczących o tym, że właścicielka od dłuższego czasu prowadziła „melinę” sprzedając wódkę i wino. Sprzedawała oczywiście drożej niż kupowała w sklepie. W dni przedświąteczne zwiększała swoje zaopatrzenie znając potrzeby klienteli. Sprzedawała każdemu, kto zapukał do jej okna. Wpuszczała do domu tylko znajomych, często kupujących u niej alkohol.
          Na miejscu włamania do restauracji Popularna znaleziono wiele śladów wskazujących na to, że sprawcy byli ogromnie spragnieni alkoholu. Niedopite resztki w butelkach, chaotycznie zabierane butelki z bufetu wskazywały, że sprawcy byli w niezwykłej potrzebie.
          W tym czasie sprawców obu wydarzeń nie ustalono, ale obecnie, gdy po ustaleniu DNA każdego osobnika można bezbłędnie wskazać, kto był na melinie i kto zapijał się w restauracji, ustalenie sprawców nie będzie już tak trudne.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz