Mord
w melinie
Miasto pustoszało, tylko na niektórych
przystankach czekali jeszcze spóźnieni przechodnie. Była niedziela.
Prawdopodobnie wszystko odbyło się tak...
Pruszkowskie knajpy były już
pozamykane. Do parterowego budynku przy ul. Bolesława Prusa podszedł mężczyzna
w średnim wieku, rozpięty, ponieważ grzał go wypity alkohol. Zastukał w okno i
czekał. Zauważył w przyćmionym świetle pokoju, poruszającą się starszą kobietę.
Kobieta po woli podeszła do okna, uchyliła firankę i wyjrzała na zewnątrz.
-
Czego – zapytała.
-
Ciotka, daj butelkę – odpowiedział mężczyzna.
-
Czekaj – powiedziała „ciotka” i powoli poszła w głąb mieszkania.
Podeszła do podwójnych drzwi,
otworzyła je i kazała gościowi wejść do środka. Był jej znany z widzenia i nie
obawiała się z jego strony żadnej napaści. Zapytała tylko ile chce alkoholu.
Powiedział, że ma tylko na jedna butelkę. „Ciotka” odwróciła się od niego i
zaczęła iść w stronę pokoju. Nagle poczuła mocne uderzenie w głowę i prawie
straciła przytomność. Padła na podłogę, ale jeszcze siłą woli chciała wstać. W
tym momencie zacisnęło się wokół jej gardła coś miękkiego i już przestała czuć
cokolwiek.
*
* *
W poniedziałek, 19 grudnia 1983 roku
około godziny 9,00 syn „ciotki” przechodząc obok jej domu, zobaczył
niedomknięte drzwi do mieszkania. Zaniepokojony wszedł szybko do środka. W
kuchni panował nawet porządek, natomiast, gdy wszedł do pokoju, zobaczył matkę
leżącą na podłodze przyrzuconą wyrzuconymi z szafy ubraniami. Nie dotykając
niczego powiadomił milicję.
Tej samej nocy z 18 na 19 grudnia
około północy, po przeciwległej stronie ulicy Bolesława Prusa, dokonano
włamania do restauracji „Popularna” poprzez wyrwanie krat od zaplecza. Sprawcy
weszli do środka i opróżnili na miejscu kilka skrzynek alkoholu.
W mieszkaniu „ciotki” znaleziono wiele
śladów świadczących o tym, że właścicielka od dłuższego czasu prowadziła
„melinę” sprzedając wódkę i wino. Sprzedawała oczywiście drożej niż kupowała w
sklepie. W dni przedświąteczne zwiększała swoje zaopatrzenie znając potrzeby
klienteli. Sprzedawała każdemu, kto zapukał do jej okna. Wpuszczała do domu
tylko znajomych, często kupujących u niej alkohol.
Na miejscu włamania do restauracji
Popularna znaleziono wiele śladów wskazujących na to, że sprawcy byli ogromnie
spragnieni alkoholu. Niedopite resztki w butelkach, chaotycznie zabierane
butelki z bufetu wskazywały, że sprawcy byli w niezwykłej potrzebie.
W tym czasie sprawców obu wydarzeń nie
ustalono, ale obecnie, gdy po ustaleniu DNA każdego osobnika można bezbłędnie
wskazać, kto był na melinie i kto zapijał się w restauracji, ustalenie sprawców
nie będzie już tak trudne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz