Na
zachód od Pruszkowa.
Miejscowy szeryf zamknął drzwi i
wyszedł przed budynek. Cień wysokiej sylwetki z dużym sumiastym wąsem odcinał
się od jasnego tła ściany miejskiego Komisariatu. Chłodny, październikowy
wieczór nie zachęcał do spacerów. Rozejrzał się wokół, spojrzał na gwieździste
niebo i zziębnięty zawrócił do swego pomocnika. Pomocnik siedział w
pomieszczeniu, niedaleko krat aresztu. Szeryf upewnił się czy zatrzymani
otrzymali należne im posiłki, pożegnał pomocnika i pośpieszył do domu.
Tymczasem kilku wyrostków, skrytych
pomiędzy drzewami, bacznie obserwowało Komisariat. Odprowadzili wzrokiem
odchodzącego, aż znikł w podziemiu dworca i podeszli do okna. Wybrali spośród
siebie najlżejszego i podsadzając go, kazali sprawdzić przez okno, ilu pomocników
szeryfa zostało w Komisariacie.
Podsadzony dojrzał tylko jednego. Po
krótkiej naradzie przeszli na tył budynku, gdzie wychodzą okna miejscowego
aresztu. Powtórzyli manewr z podsadzaniem, aby sprawdzić, czy nadal jest tam
areszt. Pamiętali to pomieszczenie z wcześniejszych pobytów, ale woleli się
upewnić, czy nie przerobiono aresztu na przedszkole, ponieważ zamykano ostatnio
w tym mieście coraz młodszych sprawców różnych przestępstw. Podsadzony poznał w
pomieszczeniu aresztu dwóch kumpli zamkniętych kilka godzin wcześniej. Zaczęto
się naradzać jak uwolnić kumpli z aresztu.
Jeden proponował sprowadzenie traktora
i wyrwanie krat. Podsuwano również pomysł o samochodzie, który łatwiej było
ukraść i wywieść kumpli dalej od aresztu. Chciano również wykorzystać konia z
sąsiedniego gospodarstwa, ale było za dużo kumpli, nie zmieścili by się na
grzbiecie. Próbowali rękoma obluzować kratę i wyrwać ją przy pomocy łomu. Byli
tak zaaferowani swoimi pomysłami, że nie zauważyli jak na zgaszonych światłach,
podjechał pod Komisariat, milicyjny radiowóz z pomocnikami szeryfa. Chwila
szamotaniny i cała radosna trójka z gangu samochodowego dołączyła do
zatrzymanych wcześniej, kolegów.
Przeczytawszy powyższy tekst można
dojść do wniosku, że jest to materiał na scenariusz do filmu „Na zachód
od....”. Właśnie.... na mieszkańców Ożarowa Mazowieckiego amnestia spłynęła jak
kara boska. Wraz z powrotem z Zakładów Karnych, co prężniejszych przestępców,
wzrosła niewspółmiernie ilość dokonywanych przestępstw. Szczególnie włamań do samochodów.
Funkcjonariusze tego Komisariatu organizowali wiele patroli wspomaganych przez
mieszkańców i dzięki temu udało się zatrzymać dwóch wyrosłych młodzieńców
niemalże na gorącym uczynku, którzy tej nocy obrobili trzy Fiaty 126p i jedną
Zastawę. Zabierali wszystko, co wspaniałomyślni właściciele zostawiali w
środku. Od bibelotów do kanistrów z benzyną.
Tadeusz A. i Sławomir S. nie mieli nic
do stracenia, poza wolnością. W kilka godzin po zatrzymaniu w areszcie, pod
areszt podeszli ich koledzy Kazimierz Z., Zbigniew J. i Robert N. Widząc
odjeżdżający radiowóz, postanowili uwolnić kolegów. Nie wchodziło w grę
zwyczajne odbicie, tylko uwolnienie z aresztu z pompą, przez wyrwanie krat, jak
na zachodzie bywało. I zabrali się do dzieła. Posiadanym przy sobie łomem,
zaczęli podważać kraty w oknach i niewiele brakowało, żeby kraty wyrwali. Nie
przewidzieli ruchu obu zastępców szeryfa. Gdy usłyszeli walenie metalowym łomem
w kraty chroniące okienko w celi, w której siedzieli zatrzymani włamywacze,
zastępcy szeryfa wyszli na zewnątrz, wsiedli do radiowozu, uruchomili i na
zgaszonych światłach podjechali pod okna aresztu. Zobaczyli trzech orłów
sprawiających wrażenie, jak by próbowali wejść do aresztu od zaplecza.
Pomocnicy szeryfa po obezwładnieniu trzech włamujących się wyrostków,
umożliwili im to, co sobie planowali. Chcieli dołączyć do kolegów. Będą
dołączeni. Do wspólnego aktu oskarżenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz