Handlowiec
Czym ma się
zająć młody mężczyzna z rodziną na karku, gdy ma wstręt do pracy? Oczywiście
handlem. Zgodnie zresztą z zasadą, że najgorszy handel jest lepszy od
najlepszej pracy. W Pruszkowie, niestety, nie ma zbyt dużych możliwości do rozwinięcia
zdolności handlowych na bazarze, ponieważ bazaru nie ma. Jest wprawdzie
targowisko i to nie jedno, ale każda próba sprzedania czegokolwiek poza
pietruszką jest wyłuskiwana przez milicję. A za to groziły wcale nie takie małe
grzywny.
Dlatego
też, targowisko w kalkulacjach handlowych odpadało. Stanie na ulicy ze straganem,
lub sprzedaż z ręki również nie wchodziło w rachubę, gdyż staroci nikt nie
kupi, a nowymi rzeczami nie wolno handlować. Tak to rozumując, Krzysztof K.
doszedł do słusznego zresztą wniosku, że najlepiej jednak przyjemne połączyć z
pożytecznym i handlować w domu doglądając młodej żony i małego dziecka. Był
człowiekiem oczytanym toteż wiedział, że handlowanie wódką, wcześniej czy
później staje się niebezpieczne, ponieważ klient przy niewielkiej ilości
butelek trzymanych pod ręką dla klientów, można wpaść bardzo szybko i to na
dłużej.
Postanowił
handlować towarem tańszym, zarabiając przy tym nie mniej niż na wódce.
Handlował winem. Oczywiście tym najtańszym. Początkowo sprzedawał tego niewielkie
ilości, ale wraz z upływem czasu, gdy dotarło to do wszystkich chętnych kręgów,
obroty wzrastały w takim stopniu, że nieraz wbrew przyjętej zasadzie - klient mój
pan - o północy nie mógł pomóc spragnionym. Aby zapobiec takim przykrym
przypadkom, rujnującym dobre imię handlowca, zaopatrzenie robił niczym knajpa
z wyszynkiem.
Kupował
hurtowo po czterdzieści do pięćdziesięciu butelek, biorąc przy tym jednak po
kilka butelek wódki dla stałych klientów. I prosperował zupełnie nieźle, do
czasu, gdy klienci się zbiesili.
Początkowo kupujący zdając
sobie sprawę, że kupuje na „mecie", wychodząc z mieszkania utykał butelki
gdzie mógł, aby nikomu nie rzucało się w oczy. Z biegiem czasu, zaczęto
niemalże jawnie nosić „jabcoki", a niektórzy wręcz rozpijali je pod domem
Krzysztofa, aby zaoszczędzić sobie drogi. To, o czym pół miasta wie, wie i milicja. A jak milicja wie to niestety dowiedzieć się musi
i Sąd. W ten sposób przerwano Krzysztofowi K. tak wspaniale zapowiadającą się
karierę handlowca, dając mu czas do zweryfikowania pojęć o uczciwej pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz