Z Murowańców
Przez lata społeczeństwo
Pruszkowa było na łasce innego miasta, gdy trzeba było czyścić ulice.
Mieszkańcy, śląc życzenia pod adresem władz, zabierali się nieraz do
sprzątania sami. Jeśli nie wyręczyła ich natura. Boje o powołanie własnego
przedsiębiorstwa oczyszczania trwały i trwały, aż znalazły swój szczęśliwy
finał. Prezydenckie miasto nareszcie miało na kogo: narzekać, skarżyć,
wydziwiać gdy w czasie deszczu samochody MPO spłukiwały ulice.
Ale tak w
ogóle wszyscy cieszyli się, ponieważ było to przedsiębiorstwo własne. Nie
cieszył się jedynie Janusz P. Zatrudnił się wprawdzie w tym przedsiębiorstwie
na etacie portiera, ale ciągle było mu coś nie tak. Współpracownicy
przysłuchując się jego wydziwianiem, zastanawiali się, kiedy Janusz wytnie
jakiś numer. Janusz P. jakby dla spełnienia oczekiwań kolegów postanowił
numer wyciąć. I wyciął.
W drugiej
połowie maja, z samego rana jak codzień dyspozytor przedsiębiorstwa przyszedł
do pracy i po wejściu na teren zobaczył, że na placu stoi uruchomiony samochód,
przy czym jest tak poobijany, jakby go kilku chłopów kołkami z zewnątrz
okładało. Podszedł, aby wyłączyć silnik, ale okazało się, że do kabiny
samochodu nie można się dostać, tak to wszystko zostało zgniecione. Rozejrzał
się w koło i niemal włosy stanęły mu dęba. Następne trzy samochody były tak
dokumentnie poobijanie, że trzeba na dłuższy czas wyłączyć je z eksploatacji. Zobaczył, że od muru usiłuje się oderwać...
pijany portier, Janusz P. Zalany jak „bączek" usiłował dojść do
zwierzchnika, padając i wstając. Dotarł wreszcie w pobliże samochodu. Zapytany
wybełkotał, że samochód uruchomił się sam.
- Panie - krzyknął
dyspozytor - dlaczego się pan tak spił i narozrabiał.
Janusz P. potrząsnął głową
dla otrzeźwienia i wystękał:
- A bo mnie się pić chciało.
- Wezwę milicję — zakończył dyspozytor.
- O, nie...... radzę -
trzeźwiejszym głosem odpowiedział Janusz P. - ja jestem chłopak z murowańców i
jak przyjdę z takim długim nożem - rozciągnął przy tym ręce, aby pokazać
długość noża - to wszystkich tu powyrzynam. Z panem na czele - zakończył Janusz
P.
Dyspozytor
jednak milicję powiadomił. W pomieszczeniach portierni, gdzie przebywał Janusz
P. znaleziono sześć pustych butelek po świeżo wypitym alkoholu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz