poniedziałek, 18 listopada 2013

Z Murowańców


          Przez lata społeczeństwo Prusz­kowa było na łasce innego mias­ta, gdy trzeba było czyścić ulice. Mieszkańcy, śląc życzenia pod ad­resem władz, zabierali się nieraz do sprzątania sami. Jeśli nie wy­ręczyła ich natura. Boje o po­wołanie własnego przedsiębior­stwa oczyszczania trwały i trwa­ły, aż znalazły swój szczęśliwy finał. Prezydenckie miasto na­reszcie miało na kogo: narzekać, skarżyć, wydziwiać gdy w czasie deszczu samochody MPO spłukiwały ulice.
Ale tak w ogó­le wszyscy cieszyli się, ponie­waż było to przedsiębiorstwo własne. Nie cieszył się jedynie Janusz P. Zatrudnił się wpraw­dzie w tym przedsiębiorstwie na etacie portiera, ale ciągle było mu coś nie tak. Współpracowni­cy przysłuchując się jego wydziwianiem, zastanawiali się, kiedy Janusz wytnie jakiś nu­mer. Janusz P. jakby dla speł­nienia oczekiwań kolegów posta­nowił numer wyciąć. I wyciął.
W drugiej połowie maja, z sa­mego rana jak codzień dyspozytor przedsiębiorstwa przyszedł do pracy i po wejściu na teren zobaczył, że na placu stoi uruchomiony samochód, przy czym jest tak poobijany, jakby go kilku chłopów kołkami z zew­nątrz okładało. Podszedł, aby wyłączyć silnik, ale okazało się, że do kabiny samochodu nie można się dostać, tak to wszystko zostało zgniecione. Ro­zejrzał się w koło i niemal wło­sy stanęły mu dęba. Następne trzy samochody były tak doku­mentnie poobijanie, że trzeba na dłuższy czas wyłączyć je z eks­ploatacji.  Zobaczył, że od muru usiłuje się oderwać... pijany portier, Janusz P. Zalany jak „bączek" usiłował dojść do zwierzchnika, padając i wstając. Dotarł wreszcie w pobliże samo­chodu. Zapytany wybełkotał, że samochód uruchomił się sam.
- Panie - krzyknął dyspozytor - dlaczego się pan tak spił i narozrabiał.
Janusz P. potrząsnął głową dla otrzeźwienia i wystękał:
- A bo mnie się pić chciało.
- Wezwę milicję — zakończył dys­pozytor.  
- O, nie...... radzę - trzeźwiejszym głosem odpowiedział Janusz P. - ja jestem chłopak z murowańców i jak przyjdę z takim długim nożem - rozciąg­nął przy tym ręce, aby pokazać długość noża - to wszystkich tu powyrzynam. Z panem na czele - zakończył Janusz P.

Dyspozy­tor jednak milicję powiadomił. W pomieszczeniach portierni, gdzie przebywał Janusz P. zna­leziono sześć pustych butelek po świeżo wypitym alkoholu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz