Kierownik
Wacław K. był kierownikiem. Był,
ponieważ już w tej chwili nie jest. Kierownik, wiadomo ma możliwości. Ma
możliwość nie tylko załatwienia tego, co w zasięgu jego ręki leży, a możliwości
te rozciągają się w miarę kontaktów, jakie posiada. Wacław K. kontakty
posiadał. I to wcale niezłe. Kierownik sklepu praktycznie sprzedaje poza
sklepem to, co w sklepie sprzedawać powinien i nie tylko to, bo jeśli kontakt
prywatny podrzuci mu coś jeszcze innego, to sprzeda to również z odpowiednim
zyskiem. Wacław K. nie był kierownikiem sklepu. Był kierownikiem magazynu. I to
nie byle, jakiego. Był kierownikiem magazynu, w którym znajdowały się materiały
potrzebne do budowy każdego domu. Materiały sanitarne, rury ocynkowane i nie
ocynkowane oraz szereg innych materiałów nie mniej atrakcyjnych jak opisane
wyżej. Był kierownikiem w instytucji niezwykle bogatej. Dla tej właśnie
instytucji strata iluś tam tysięcy złotych nie miała decydującego znaczenia na
samo funkcjonowanie tejże instytucji.
Podejmowali różne dziwne zlecenia,
utrzymywali różne dziwne magazyny z dużym zapasem materiałowym, mało tego, w
pewnym okresie czasu otrzymali w częściach cały dom zakupiony w poprzednim
okresie w NRD. Ale ponieważ jest to instytucja nie zwracająca uwagi na detale,
niewiele, więc odczuli, gdy w magazynie prowadzonym przez Wacława K. ujawniono
niedobór różnych części, artykułów, na całe czterysta tysięcy złotych. Niedobór
ten wprawdzie sam by się nie ujawnił gdyby nie kradzieże z zamkniętego magazynu
różnych części, o czym skwapliwie meldował kierownik magazynu.
W czasie sprawdzania meldunków kierownika,
nie znaleziono naruszenia zabezpieczenia magazynu, co eliminowało wyprowadzanie
towaru przez dziury w magazynie. Zarządzony remanent wprowadził w magazynie
stan wysokiego napięcia. Kierownik był pewien, że zostaną ujawnione niedobory
towarów, które on osobiście sprzedawał poza sklepem, ale nie przypuszczał, że w
magazynie, tych kradnących jest więcej. Komisja wyliczyła, że w magazynie
brakuje towarów na około czterysta tysięcy złotych, ale kierownika nie zabrano.
Pozostał w magazynie. A ...........jeśli tak, to znaczy, że kierownik jest
czysty – pomyśleli przełożeni kierownika. I tu się pomylili. Bo milicja miała
inne zdanie.
Wacław K. był na razie bardzo
ostrożny. Do pracy przyjeżdżał punktualnie, rozpoczynał dzień pracy nie od
nasiadówki a od bezpośredniej kontroli każdego kąta magazynu. Inaczej mówiąc,
kierownik przyczaił się. Przyczaiła się i milicja, bo co innego w tej sytuacji
miała do roboty. Nie czekano długo.
W poniedziałek pan kierownik wjechał
na teren magazynu swoim samochodem, do którego przyczepiona była przyczepka. Na
razie przyczepka była pusta. Pan kierownik, na podanie własnej córki wyraził
zgodę na nabycie przez nią niepełnowartościowych różnych artykułów, takich jak:
okna, rury i inne. Przy okazji, ponieważ w miejscu zamieszkania córki gdzie
nawiasem mówiąc budowano okazały dom, było sporo miejsca na posadzenie
pietruszki, kierownik do przyczepki zapakował folię i szereg różnych innych
rzeczy, nie ujętych w podaniu jego córki.
Wacław K. był tak pewien swego, że po
zakończeniu pracy wsiadł do samochodu z przyczepką, naładowaną po brzegi i
opuścił magazyn. Nie ujechał daleko. Tuż za rogiem czekała na niego przyczajona
milicja. Wacław po zatrzymaniu nie dowierzał własnym oczom, że milicja czekała
na niego, w komendzie nie dowierzał własnym uszom, gdy oskarżono go o kradzież
towarów z magazynu wartości zbliżonej do wartości domu budowanego dla córki,
nie wierzył również temu, że na polecenie prokuratury, komornik zajął samochód,
którym wywożono skradzione materiały. Może uwierzy Sądowi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz