środa, 2 października 2013

ZABÓJCY z Pruszkowa.


          W niedzielę, około godziny dziewiątej do siedziby milicji w Pruszkowie przybiegł wstrząśnięty chłopiec. Podczas porannego spaceru w Parku Potulickich, zauważył zwłoki jakiegoś człowieka. Na miejsce skierowano grupę operacyjną i lekarza, do którego należało stwierdzenie stanu znalezionego człowieka.
          W asyście tłumu gapiów, wydobyto z wody zwłoki mężczyzny. Zauważono, że do szyi denata przywiązane były kablem dwa duże kamienie owinięta w szmaty. Ubrany w robocze, podniszczone ubranie, w wieku około czterdziestu lat. Nie znaleziono przy nim niczego, co pozwoliłoby określić jego tożsamość.
          Wykonano zdjęcia denata i rozdano milicjantom, aby okazywali je, rozmawiając z różnymi ludźmi. Poszukiwania objęły na razie cały Pruszków. Około południa uzyskano informację, że jest to Jerzy P. z ulicy Kościelnej, gdzie mieszkał wraz z siostrzenicą i jej mężem. Rodzina zmarłego potwierdziła, że jest to Jerzy P.
          Mąż siostrzenicy Sławomir był dobrze znany dzielnicowemu i kryminalnym. Z czterdzieści siedmiu lat swego życia, prawie trzydzieści spędził w różnych zakładach karnych. Było, więc rzeczą oczywistą, że podejrzenie o dokonanie zabójstwa padło między innymi na Sławomira i jego żonę, siostrzenicę Jerzego.

          Przeprowadzone wywiady z sąsiadami i dokładne oględziny mieszkania zmarłego wskazały, że morderstwo popełniono właśnie w tym mieszkaniu. W części mieszkania zajmowanego przez małżeństwo siostrzenicy i jej męża znaleziono sporo krwawych śladów oraz co dziwne, znaleziono dowód osobisty zaginionego mieszkańca Komorowa Nikodema Z. i sporo przedmiotów, które wyglądem nie pasowały do tego miejsca. Dodatkowym dowodem popełnienia przez nich zabójstwa swojego wujka, były kamienie przywiązane do jego szyi, a wyjęte ze schodków prowadzących do śmietnika na podwórku zamordowanego.
Małżonkowie, po przedstawieniu im zebranych dowodów przyznali się do popełnienia morderstwa, opisując dokładnie sposób jego popełnienia. Ponieważ wujek lubił przed snem wypić kielicha, do butelki wsypali środki nasenne, wymieszali i napoili wujka tak spreparowaną mieszanką. Gdy zasnął, Sławomir walnął go mocno w kark, zapakował na wózek ręczny, przywiązał kamienie i do stawu. Miał pecha. W tym miejscu woda była niezwykle płytka.
          Dlaczego to zrobili? Wujek stał na ich drodze do szczęścia. Ciągle wypominał Sławkowi jego pobyty w Zakładach Karnych. Ostrzegał siostrzenicę, że z tamtych pobytów jej mąż emerytury mieć nie będzie.
          Mając w areszcie małżeństwo, zajęto się sprawdzaniem przedmiotów znalezionych wraz z dowodem osobistym mieszkańca Komorowa.
          Zaniepokojeni sąsiedzi zgłosili do posterunku w Komorowie zaginięcie starszego mężczyzny, w wieku około 70 lat, pana Nikodema Z. , sprzedającego warzywa w kiosku przy przystanku WKD w Pruszkowie. Od kilki dni nie pojawił się w kiosku i nikt z rodziny go nie widział w domu i koło domu.  
          Jak wspomniano wyżej, w czasie oględzin mieszkania małżonków na ul. Kościelnej, znaleziono dowód osobisty Nikodema Z.  i wiele przedmiotów, które nie pasowały do miejsca, gdzie je znaleziono. W tej sytuacji zwrócono się o pomoc do sąsiadów pana Nikodema Z. w Komorowie.
          Jeden z sąsiadów zapamiętał, że widział zaginionego pana Nikodema w towarzystwie pewnego mężczyzny, który później kręcił się w rogu ogrodu sprzedawcy warzyw. Przekopano natychmiast ziemię we wskazanym miejscu i znaleziono zwłoki pana Nikodema Z.
          W czasie okazania, sąsiad bezbłędnie wskazał Sławomira Ł. Jako tego, który chodził z panem Nikodemem po jego ogrodzie.
          Okazało się, że oboje małżonkowie uczestniczyli w zabójstwie pana Nikodema. Tłumaczyli się, że chcieli kupić jego posiadłość, ale chciał za drogo. Nie mieli tyle pieniędzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz