ZABÓJCY z Pruszkowa.
W niedzielę, około godziny
dziewiątej do siedziby milicji w Pruszkowie przybiegł wstrząśnięty chłopiec.
Podczas porannego spaceru w Parku Potulickich, zauważył zwłoki jakiegoś
człowieka. Na miejsce skierowano grupę operacyjną i lekarza, do którego
należało stwierdzenie stanu znalezionego człowieka.
W asyście tłumu gapiów, wydobyto z
wody zwłoki mężczyzny. Zauważono, że do szyi denata przywiązane były kablem dwa
duże kamienie owinięta w szmaty. Ubrany w robocze, podniszczone ubranie, w
wieku około czterdziestu lat. Nie znaleziono przy nim niczego, co pozwoliłoby
określić jego tożsamość.
Wykonano zdjęcia denata i rozdano
milicjantom, aby okazywali je, rozmawiając z różnymi ludźmi. Poszukiwania
objęły na razie cały Pruszków. Około południa uzyskano informację, że jest to
Jerzy P. z ulicy Kościelnej, gdzie mieszkał wraz z siostrzenicą i jej mężem.
Rodzina zmarłego potwierdziła, że jest to Jerzy P.
Mąż siostrzenicy Sławomir był dobrze
znany dzielnicowemu i kryminalnym. Z czterdzieści siedmiu lat swego życia,
prawie trzydzieści spędził w różnych zakładach karnych. Było, więc rzeczą
oczywistą, że podejrzenie o dokonanie zabójstwa padło między innymi na
Sławomira i jego żonę, siostrzenicę Jerzego.
Przeprowadzone wywiady z sąsiadami i
dokładne oględziny mieszkania zmarłego wskazały, że morderstwo popełniono
właśnie w tym mieszkaniu. W części mieszkania zajmowanego przez małżeństwo
siostrzenicy i jej męża znaleziono sporo krwawych śladów oraz co dziwne,
znaleziono dowód osobisty zaginionego mieszkańca Komorowa Nikodema Z. i sporo
przedmiotów, które wyglądem nie pasowały do tego miejsca. Dodatkowym dowodem
popełnienia przez nich zabójstwa swojego wujka, były kamienie przywiązane do
jego szyi, a wyjęte ze schodków prowadzących do śmietnika na podwórku
zamordowanego.
Małżonkowie,
po przedstawieniu im zebranych dowodów przyznali się do popełnienia morderstwa,
opisując dokładnie sposób jego popełnienia. Ponieważ wujek lubił przed snem
wypić kielicha, do butelki wsypali środki nasenne, wymieszali i napoili wujka
tak spreparowaną mieszanką. Gdy zasnął, Sławomir walnął go mocno w kark,
zapakował na wózek ręczny, przywiązał kamienie i do stawu. Miał pecha. W tym
miejscu woda była niezwykle płytka.
Dlaczego to zrobili? Wujek stał na ich
drodze do szczęścia. Ciągle wypominał Sławkowi jego pobyty w Zakładach Karnych.
Ostrzegał siostrzenicę, że z tamtych pobytów jej mąż emerytury mieć nie będzie.
Mając w areszcie małżeństwo, zajęto
się sprawdzaniem przedmiotów znalezionych wraz z dowodem osobistym mieszkańca
Komorowa.
Zaniepokojeni sąsiedzi zgłosili do
posterunku w Komorowie zaginięcie starszego mężczyzny, w wieku około 70 lat,
pana Nikodema Z. , sprzedającego warzywa w kiosku przy przystanku WKD w
Pruszkowie. Od kilki dni nie pojawił się w kiosku i nikt z rodziny go nie widział
w domu i koło domu.
Jak wspomniano wyżej, w czasie
oględzin mieszkania małżonków na ul. Kościelnej, znaleziono dowód osobisty
Nikodema Z. i wiele przedmiotów, które
nie pasowały do miejsca, gdzie je znaleziono. W tej sytuacji zwrócono się o
pomoc do sąsiadów pana Nikodema Z. w Komorowie.
Jeden z sąsiadów zapamiętał, że
widział zaginionego pana Nikodema w towarzystwie pewnego mężczyzny, który
później kręcił się w rogu ogrodu sprzedawcy warzyw. Przekopano natychmiast
ziemię we wskazanym miejscu i znaleziono zwłoki pana Nikodema Z.
W czasie okazania, sąsiad bezbłędnie
wskazał Sławomira Ł. Jako tego, który chodził z panem Nikodemem po jego
ogrodzie.
Okazało się, że oboje małżonkowie
uczestniczyli w zabójstwie pana Nikodema. Tłumaczyli się, że chcieli kupić jego
posiadłość, ale chciał za drogo. Nie mieli tyle pieniędzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz