Dorobkiewicz
Nie tak dawno dorobkiewiczem nazywano pogardliwie
człowieka, który nie przez dziedziczenie, przynależność do wyższych sfer,
dochodził do majątku. Dochodził przez umiejętne wykorzystanie praw rynku. Czasy
się zmieniły. Ludzi z takimi majątkami jest teraz wielu i termin znalazł nowe
zastosowanie. Obecnie terminem dorobkiewicza określa się człowieka, który
dorabia „na boku”.
Ryszard C. I Kazimierz B. mieszkańcy
wielkiej Warszawy, byli właśnie takimi dorobkiewiczami. Pracując na
„państwowym” mieli widoki na majątek. Ryszard C. Otrzymał właśnie mieszkanie.
Nie ważne, że to mieszkanie zastępcze, bez większych wygód, ale w mieszkaniu
takim też trzeba coś mieć, tym bardziej, że do mieszkania tego zamierzał
wprowadzić poślubioną żonę, mieszkankę Zielonki.
Kazimierz B. czuły na kłopoty swojego
przyjaciela, postanowił mu w tym pomóc. Postanowili zacząć od wyposażenia
mieszkania w kuchnię gazową. To nie szkodziło, że w mieszkaniu nie było gazu.
Gaz był do załatwienia przez kuzyna ciotki Kazimierza B.
Wybrali się poza Warszawę i dotarli do
Piastowa. Wyszli z dworca kolejowego w lewo i na najbliższej ulicy zobaczyli
nieduży dom, w budzie nie było psa i wokół żywego ducha. Dostali się do domu i
w pomieszczeniu kuchennym zobaczyli obiekt swojego pożądania. Stojąca kuchnia
gazowa jak by czekała na zabranie. Udając niby to robotników, wynieśli kuchnię
z domu i niby nic, powędrowali na dworzec PKP. Ludzie jak to ludzie, oglądali
się za nimi jak za zjawą, ponieważ w Piastowie już od dłuższego czasu nikt w
sklepach kuchni gazowych nie widział. Zainteresowało to również załogę
Piastowskiego radiowozu, szczególnie jednego z funkcjonariuszy, który również
kuchni potrzebował. Zatrzymali radiowóz i jeden z nich podszedł do Ryszarda C i
Kazimierza B., aby zapytać. W tym momencie Kazimierz B. nie wytrzymał nerwowo,
puścił z rąk kuchnię i wyrwał do przodu z niezwykłą szybkością. Ryszardowi C,
szkoda było kuchni i dzięki jego wyjaśnieniom mogliśmy przeczytać powyższą
historię. ·
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz