Modliszka cz. 2
Nadeszły wakacje i część jej znajomych
wyjechała do rodziny, znajomych czy też na zwykły odpoczynek. Barbara, świeża
na wydziale, zdawała sobie sprawę, że urlop będzie miała później, teraz musi na
to zapracować. Część jej znajomych została na miejscu i dla podtrzymania
tradycji spotykali się w godzinach popołudniowych na symbolicznej lampce wina.
Były to spotkania stałych grup, do których zapraszano, co jakiś czas nowe
twarze. Liczono na to, że poszerzając grono znajomych, niektóre osoby mające
trudności z zapoznaniem odpowiedniego partnera, na takich bez stresowych
spotkaniach mogą się otwierać na nowe kontakty.
I tak się stało. Któregoś lipcowego
popołudnia, jedna z koleżanek na zbliżające się imieniny Jolanty, zaprosiła
swoją stałą grupę koleżanek i kolegów, uzgadniając, że któreś zaprosi jeszcze
swoich znajomych. W ten oto sposób, na jednym spotkaniu znalazła się Basia oraz
Krzysztof S. Od razu przypadli sobie do gustu. Po wstępnych, rozpoznawczych
manewrach, znaleźli wspólne tematy, na których oboje dobrze się znali.
Krzysztof godzinami mówił o Harleyu, jego historii, wprowadzanych ulepszeniach
zakupionego motoru, marzeniach, których realizacja pozwoli na kupno nowszego
lub nawet nowego Harleya, jeśli uda mu się wyjechać do Stanów. Barbara też
miała marzenia, ale innego rodzaju. Chciała już związać się z mężczyzną na
stałe, ale z takim, który będzie odpowiadał jej pod każdym względem, szczególnie
seksu. Spotkanie zakończono grubo po północy i Krzysztof zaproponował, że
Barbarę zawiezie do jej miejsca zamieszkania w Pruszkowie. Wprawdzie nie było
to daleko, jakieś dwadzieścia kilometrów, ale Barbara zastrzegła się od razu,
że mieszka z rodziną pracującą, siostra się jeszcze uczy i do domu nie może
Krzysztofa zaprosić. Krzysztof nie naciskał, jedynie zaproponował spotkanie na
neutralnym gruncie. Basi to odpowiadało.
Upłynęło kilka dni, Krzysztof
zadzwonił do pracy i zaproponował spotkanie w kawiarni, tuz przy jej miejscu
pracy. Jak zwykle, przyjechał na motocyklu, błyszczącym, tak wyczyszczone były
elementy zewnętrzne. Barbara zdawała sobie sprawę, że motocykl i to tej marki
dodawał Krzysztofowi szpanu. Widziała te spojrzenia kobiet ścigających
Krzysztofa czy szedł sam czy też razem z nią, biła z nich typowa samicza
zazdrość. Rozmowa w czasie spotkania poświęcona była więcej wspomnieniom i
obgadywaniem ich wspólnych znajomych ze spotkań na jakich bywali, ale w
podtekście rozmów, w spojrzeniach, w gestach Krzysztofa i Barbary, w dotykaniu
siebie, atmosfera była gęsta od seksu. Oboje czuli to samo i zdawali sobie
sprawę, że to jest nieuchronne, to musi nastąpić, aby przypieczętować ich
znajomość. Ponieważ był to ciepły lipiec, umówili się na dzień następny przed
południem, w domu Barbary.
Barbara powiadomiła rodziców,
uzgodniła wszystko z siostrą i miała do wieczora mieszkanie wolne, dla siebie.
Krzysztof przyjechał punktualnie wnosząc do mieszkania bukiet róż i dużą
butelkę szampana.
Trudno im
było zachować umiar, chcieli jak najlepiej wykorzystać wolne mieszkanie.
Krzysztof po uściskaniu Barbary nawet nie zapytał, tylko widząc świeżo posłane
łóżko, zaczął ściągać ubranie z Barbary jedną ręką a drugą ściągał ubranie z
siebie. Padli sobie w ramiona, rzucili się na łóżko i dali upust swojemu
pożądaniu. Barbara zdążyła tylko wzrokiem omieść wyposażenie partnera nie
zdążyła nic powiedzieć i już był w niej. Robili to jak doświadczeni partnerzy,
potęgując swoje odczucia, wzmacniając bodźce niezbędne do uzyskania
ostatecznego efektu. Krzysztof pracując, delikatnie palcami poszukiwał
szczególnego punktu, takiego jak miały inne jego dziewczyny a Barbara
paznokciami
orała mu skórę
pośladów, próbując wzmocnić własne odczucia. W pewnej chwili, gdy wydawało jej
się, że nadchodzi ciągle umykający finał, nie mogąc się doczekać upragnionego
zakończenia, złapała leżące na szafce przy łóżku nożyczki, podniosła do góry i
biorąc pełen zamach wbiła je Krzysztofowi poniżej lewego pośladka, dochodząc do
kości udowej. Krzysztof zawył, zerwał się z łóżka i krzycząc z bólu wyskoczył
przez otwarte okno. Basia mieszkała na drugim piętrze.
Wezwany lekarz pogotowia wyjął
nożyczki, unieruchomił połamane ręce, nogi i karetką zawiózł gołego Krzysztofa
do szpitala. Barbara była w szoku. Nie chciała Krzysztofa zabić. Chciała go
tylko zmusić, aby ją zaspokoił. No, i nie zaspokoił. Nie zdążyła dokonać
pomiaru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz