środa, 23 października 2013

Modliszka cz. 2


          Nadeszły wakacje i część jej znajomych wyjechała do rodziny, znajomych czy też na zwykły odpoczynek. Barbara, świeża na wydziale, zdawała sobie sprawę, że urlop będzie miała później, teraz musi na to zapracować. Część jej znajomych została na miejscu i dla podtrzymania tradycji spotykali się w godzinach popołudniowych na symbolicznej lampce wina. Były to spotkania stałych grup, do których zapraszano, co jakiś czas nowe twarze. Liczono na to, że poszerzając grono znajomych, niektóre osoby mające trudności z zapoznaniem odpowiedniego partnera, na takich bez stresowych spotkaniach mogą się otwierać na nowe kontakty.
          I tak się stało. Któregoś lipcowego popołudnia, jedna z koleżanek na zbliżające się imieniny Jolanty, zaprosiła swoją stałą grupę koleżanek i kolegów, uzgadniając, że któreś zaprosi jeszcze swoich znajomych. W ten oto sposób, na jednym spotkaniu znalazła się Basia oraz Krzysztof S. Od razu przypadli sobie do gustu. Po wstępnych, rozpoznawczych manewrach, znaleźli wspólne tematy, na których oboje dobrze się znali. Krzysztof godzinami mówił o Harleyu, jego historii, wprowadzanych ulepszeniach zakupionego motoru, marzeniach, których realizacja pozwoli na kupno nowszego lub nawet nowego Harleya, jeśli uda mu się wyjechać do Stanów. Barbara też miała marzenia, ale innego rodzaju. Chciała już związać się z mężczyzną na stałe, ale z takim, który będzie odpowiadał jej pod każdym względem, szczególnie seksu. Spotkanie zakończono grubo po północy i Krzysztof zaproponował, że Barbarę zawiezie do jej miejsca zamieszkania w Pruszkowie. Wprawdzie nie było to daleko, jakieś dwadzieścia kilometrów, ale Barbara zastrzegła się od razu, że mieszka z rodziną pracującą, siostra się jeszcze uczy i do domu nie może Krzysztofa zaprosić. Krzysztof nie naciskał, jedynie zaproponował spotkanie na neutralnym gruncie. Basi to odpowiadało.
          Upłynęło kilka dni, Krzysztof zadzwonił do pracy i zaproponował spotkanie w kawiarni, tuz przy jej miejscu pracy. Jak zwykle, przyjechał na motocyklu, błyszczącym, tak wyczyszczone były elementy zewnętrzne. Barbara zdawała sobie sprawę, że motocykl i to tej marki dodawał Krzysztofowi szpanu. Widziała te spojrzenia kobiet ścigających Krzysztofa czy szedł sam czy też razem z nią, biła z nich typowa samicza zazdrość. Rozmowa w czasie spotkania poświęcona była więcej wspomnieniom i obgadywaniem ich wspólnych znajomych ze spotkań na jakich bywali, ale w podtekście rozmów, w spojrzeniach, w gestach Krzysztofa i Barbary, w dotykaniu siebie, atmosfera była gęsta od seksu. Oboje czuli to samo i zdawali sobie sprawę, że to jest nieuchronne, to musi nastąpić, aby przypieczętować ich znajomość. Ponieważ był to ciepły lipiec, umówili się na dzień następny przed południem, w domu Barbary.
          Barbara powiadomiła rodziców, uzgodniła wszystko z siostrą i miała do wieczora mieszkanie wolne, dla siebie. Krzysztof przyjechał punktualnie wnosząc do mieszkania bukiet róż i dużą butelkę szampana.
Trudno im było zachować umiar, chcieli jak najlepiej wykorzystać wolne mieszkanie. Krzysztof po uściskaniu Barbary nawet nie zapytał, tylko widząc świeżo posłane łóżko, zaczął ściągać ubranie z Barbary jedną ręką a drugą ściągał ubranie z siebie. Padli sobie w ramiona, rzucili się na łóżko i dali upust swojemu pożądaniu. Barbara zdążyła tylko wzrokiem omieść wyposażenie partnera nie zdążyła nic powiedzieć i już był w niej. Robili to jak doświadczeni partnerzy, potęgując swoje odczucia, wzmacniając bodźce niezbędne do uzyskania ostatecznego efektu. Krzysztof pracując, delikatnie palcami poszukiwał szczególnego punktu, takiego jak miały inne jego dziewczyny a Barbara paznokciami
orała mu skórę pośladów, próbując wzmocnić własne odczucia. W pewnej chwili, gdy wydawało jej się, że nadchodzi ciągle umykający finał, nie mogąc się doczekać upragnionego zakończenia, złapała leżące na szafce przy łóżku nożyczki, podniosła do góry i biorąc pełen zamach wbiła je Krzysztofowi poniżej lewego pośladka, dochodząc do kości udowej. Krzysztof zawył, zerwał się z łóżka i krzycząc z bólu wyskoczył przez otwarte okno. Basia mieszkała na drugim piętrze.

          Wezwany lekarz pogotowia wyjął nożyczki, unieruchomił połamane ręce, nogi i karetką zawiózł gołego Krzysztofa do szpitala. Barbara była w szoku. Nie chciała Krzysztofa zabić. Chciała go tylko zmusić, aby ją zaspokoił. No, i nie zaspokoił. Nie zdążyła dokonać pomiaru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz