poniedziałek, 7 października 2013

Naiwny staruszek.


            Żona Jana W. miała swoje lata. Poznali się z mężem jeszcze przed maturą i byli tak zakochani w sobie, że znajomi pokazywali ich jako przykład niezwykłej miłości. Chodzili ze sobą kilka lat, odkładając moment ślubu na później, gdy oboje staną na nogi. Jan W. wprawdzie przekonywał ukochaną, że mogą pobrać się nawet już teraz, bo tak mu było spieszno dobrać się do zamkniętego słoja miodu, ale Ewa J. była innego zdania a jej zdanie w tym zespole liczyło się bardziej.
            Ewa naciskała na Jana, aby najpierw skończył studia i wówczas mając już zawód w ręku będą mogli coś postanowić. Jan niby to zgadzał się, ale swoje robił. Tak zabiegał, tak zabiegał aż rozszczelnił pokrywę słoja i zaczął czerpać miód pełnymi łyżkami. Doprowadziło to do zajścia w ciążę i szybkie decydowanie się na zawarcie ślubu. Stworzono rodzinę. Dzieci wprawdzie więcej nie było, ale czas tak szybko biegł, że Jan W. nawet nie zorientował się, że uczucia do żony gdzieś odeszły.
To, co kiedyś było gołębim gruchaniem teraz staje się szczekaniem dziamdziącego psa, który nie ugryzie, ale wrzasku narobi tak dużego, że człowiekowi wszystkiego się odechciewa. To powodowało, że Jan W. wychodził z domu, nie opowiadając się dokąd zmierza.
            Któregoś dnia Jan W. starszy, szpakowaty mężczyzna, po pobraniu wypłaty w zakładzie pracy udał się do restauracji „Urocza”, aby choć przez chwilę poczuć się wolnym od domowych biadoleń jego niemłodej żony. W restauracji, gdy zorientowano się, że Jan W. posiada portfel wypchany pieniędzmi, znalazło się towarzystwo które postanowiło umilić mu pobyt w tym publicznym miejscu.
            Zamawiano trunki, zmieniały się panie zgodnie z jego życzeniem aż dotrwano do zamknięcia lokalu. Jan W. zastanawiał się co ma zrobić dalej, gdy nagle usłyszał:
- Chodź ze mną staruszku, bo mam ochotę – głośnym szeptem zachęciła go jedna z towarzyszących mu kobiet, podobna do jego żony, tylko znacznie młodsza. Staruszek poszedł.
Doszli tylko do pobliskiego parku. Była ciepła noc, więc pani zaproponowała, aby się staruszek rozebrał. Jan W. posłusznie zdjął spodnie, złożył w kancik, położył na ławeczce i gdy pani zamiast rozebrać się i siąść koło niego, dała mu torebką po głowie, Jan W. trzymając w lewej ręce spodenki, prawą złapał za spodnie i zaczął uciekać. Nogi mu się plątały, więc nie biegł za szybko, ale trzymając spodnie w ręku nie wyczuł portfela.
Zatrzymał się, sprawdził w kieszeni i stwierdził, że jest pusta. Spojrzał w kierunku ławeczki. Ławeczka też była pusta. Chciał zaszaleć i zaszalał na dobre. Chciał uciec od gadania żony i to mu się nie udało. Wyobraził sobie, co go czeka po powrocie do domu. Od tego się nie ucieknie.

Najdziwniejsze jest, że po zgłoszeniu kradzieży w Komendzie, nie był w stanie rozpoznać kobiety, która wyraziła gotowość i która w końcu dała mu ....................... torebką po głowie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz