Chodzący sklep
nocny?
Kwietniowe noce też maja swój urok. Na
ulicy Lipowej, około pół nocy, do cywilnego patrolu milicjantów z Pruszkowa
podszedł starszy mężczyzna z wypchaną torbą gospodarczą.
-
Panowie – zaczął ochrypłym głosem – mam coś do sprzedania.
Ponieważ była to niecodzienna sceneria
proponowanej transakcji, zaproszono starszego pana do samochodu. Starszy pan w
samochodzie poczuł się pewniej i stał się wylewniejszy.
-
Panowie – ciągnął ochrypłym głosem – miałem niefart. Pędziłem bimber i pękł mi
balon. Cały zajzajer wypłynął na podłogę. Mam w torbie sześć kilo cukru, kupcie
ode mnie taniej niż w sklepie, na mecie też nie kupicie taniej.
Cukru od starszego pana nie kupili,
ale odwieźli staruszka do domu. Okazało się, że cukier zabrał córce za karę, bo
nie chciała dać pieniędzy na butelkę. Staruszek zamiast podziękować za
podwiezienie do domu, skomentował zaistniał sytuację:
-
Cholera, nie ma już porządnych ludzi, z którymi nocą można pohandlować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz