niedziela, 27 października 2013

Desperat

          Mieszkanie. Ile się trzeba natrudzić, aby go zdobyć ten tylko się dowie, kto czeka na niego latami i nieraz straci zdrowie. Tak trawestując Mickiewiczowskie strofy można by poematy pisać o tych najbardziej wytrwałych, o zabiegach mniej wytrwałych, ale bardziej posażnych.
          Stanisław Cz. nie był ani wytrwały ani posażny. Ot przeciętny śmiertelnik z przeciętną potrzebą. W spółdzielni uważano, że jeszcze może poczekać. Stanisław Cz. uważał, że już nie może. Nie należał do ludzi najbardziej odważnych, był raczej z tych nieśmiałych, o których żony mówią, że to „d..pa wołowa”, ale i on miał dosyć nękania żony. Nawet dzieci własne śmiały się z ojca, że niby taki duży a nic nie potrafi „załatwić”.
          Nadeszła wiosna. Zobaczył jak zapobiegliwa para wróbli zaczęła lepić gniazdo. Nie zdzierżył. Dla dodania sobie animuszu wypił całą butelkę wódki i udał się do biura spółdzielni.

          Potarmosił sweterek na biuście uroczej sekretarki broniącej dostępu do prezesa i wpadł do gabinetu. Nie przystoi przytaczać słów, jakich używał obrazując działalność samego prezesa jak i całego zarządu. Zmęczony usiadł na podłodze i nie chciał się ruszyć. Wyprowadzany z gabinetu przez siły porządkowe, mamrotał zadowolony pod nosem:, „Ale im wygarnąłem”. Przydziału mieszkania jednak nie przyspieszył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz