sobota, 26 października 2013

Disco show z morałem.

          Disco, dostępne w latach ubiegłych przeważnie dla „złotej młodzieży”, nareszcie trafiło pod strzechy. Ambicją niemal każdego większego czy też mniejszego miasta jest posiadania własnej dyskoteki. W pędzie do dyskotekowania społeczeństwa rodzimej wioski, miasteczka, przeznaczano na ten cel stodoły, garaże, remizy strażackie lub też z zasobów ichniejszych klubów budowano dyskoteki od podstaw. Do dyskotekowego szaleństwa przyczynił się walnie Franek Kimono, telewizja organizująca konkursy tańca disco oraz co tu ukrywać, sama młodzież. Dobrze, jeśli dyskoteka jest w miejscu zamieszkania chętnej młodzieży, ale zaczyna się problem wówczas, gdy dyskoteka znajduje się w innej miejscowości i po zakończeniu wspólnego skakania, trzeba pedałować do domu parę kilometrów.
          W takiej sytuacji byli mieszkańcy Pruszkowa – Dariusz F., Piotr P. i Sławomir D. Pruszków nie dorobił się jeszcze rodzimego szaleństwa, więc młodzieńcy udali się wygodnie, taksówką do pobliskiego Nadarzyna, w którym to miasteczku daleko od opiekunów, można na niedawno otwartej dyskotece w Zajeździe, hasać do woli. Tak też i hasali.
          Zabawa była na całego, więc nie spostrzegli, gdy organizatorzy zakończyli disco i gorąco zapraszali do opuszczenia lokalu. Więcej popili niż pojedli, wszystkiego nie wytrzęśli i gdy wyszli na świeże powietrze, wyrósł problem. Jak powrócić do domu?
          Próbowali zatrzymywać przejeżdżające samochody osobowe i dostawcze, ale kto się zatrzyma po północy, widząc pijanych młodzieńców. Rozglądali się za taksówką, ale też na próżno. Stali tak z pół godziny machając rękoma na wszystkie przejeżdżające samochody, a czas mijał.
          W pewnej chwili – trudno powiedzieć, który pierwszy wpadł na ten pomysł – doszli do wniosku, że najlepiej by było udać się do pobliskiego posterunku milicji i zażądać, aby odwieziono ich do domu, bo po to przecież jest milicja. Jak powiedzieli, tak zrobili. Odnaleźli posterunek.
          Wbiegli wściekli do posterunku w Nadarzynie i dalejże przekonywać posterunkowego o jego wręcz obowiązku służbowym odwiezienia ich do domu. Posterunkowy, człowiek stateczny, nie bardzo mógł zrozumieć, o co tym pijanym młodzieńcom chodzi, ale gdy zaczęli posterunkowemu wyrywać kluczyki od służbowego samochodu, próbowali uruchomić stojący przy posterunku służbowy motocykl, posterunkowy spełnił ich życzenie. Wsadził młodzieńców do samochodu i odwiózł do Pruszkowa. Do aresztu w Komendzie. Mieli wyjątkowe szczęście, że był to bardzo spokojny i zrównoważony posterunkowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz