Disco show z morałem.
Disco, dostępne w latach ubiegłych przeważnie dla
„złotej młodzieży”, nareszcie trafiło pod strzechy. Ambicją niemal każdego
większego czy też mniejszego miasta jest posiadania własnej dyskoteki. W pędzie
do dyskotekowania społeczeństwa rodzimej wioski, miasteczka, przeznaczano na
ten cel stodoły, garaże, remizy strażackie lub też z zasobów ichniejszych
klubów budowano dyskoteki od podstaw. Do dyskotekowego szaleństwa przyczynił się
walnie Franek Kimono, telewizja organizująca konkursy tańca disco oraz co tu
ukrywać, sama młodzież. Dobrze, jeśli dyskoteka jest w miejscu zamieszkania
chętnej młodzieży, ale zaczyna się problem wówczas, gdy dyskoteka znajduje się
w innej miejscowości i po zakończeniu wspólnego skakania, trzeba pedałować do
domu parę kilometrów.
W takiej sytuacji byli mieszkańcy
Pruszkowa – Dariusz F., Piotr P. i Sławomir D. Pruszków nie dorobił się jeszcze
rodzimego szaleństwa, więc młodzieńcy udali się wygodnie, taksówką do
pobliskiego Nadarzyna, w którym to miasteczku daleko od opiekunów, można na
niedawno otwartej dyskotece w Zajeździe, hasać do woli. Tak też i hasali.
Zabawa była na całego, więc nie
spostrzegli, gdy organizatorzy zakończyli disco i gorąco zapraszali do
opuszczenia lokalu. Więcej popili niż pojedli, wszystkiego nie wytrzęśli i gdy
wyszli na świeże powietrze, wyrósł problem. Jak powrócić do domu?
Próbowali zatrzymywać przejeżdżające
samochody osobowe i dostawcze, ale kto się zatrzyma po północy, widząc pijanych
młodzieńców. Rozglądali się za taksówką, ale też na próżno. Stali tak z pół
godziny machając rękoma na wszystkie przejeżdżające samochody, a czas mijał.
W pewnej chwili – trudno powiedzieć,
który pierwszy wpadł na ten pomysł – doszli do wniosku, że najlepiej by było
udać się do pobliskiego posterunku milicji i zażądać, aby odwieziono ich do
domu, bo po to przecież jest milicja. Jak powiedzieli, tak zrobili. Odnaleźli
posterunek.
Wbiegli wściekli do posterunku w
Nadarzynie i dalejże przekonywać posterunkowego o jego wręcz obowiązku
służbowym odwiezienia ich do domu. Posterunkowy, człowiek stateczny, nie bardzo
mógł zrozumieć, o co tym pijanym młodzieńcom chodzi, ale gdy zaczęli
posterunkowemu wyrywać kluczyki od służbowego samochodu, próbowali uruchomić
stojący przy posterunku służbowy motocykl, posterunkowy spełnił ich życzenie.
Wsadził młodzieńców do samochodu i odwiózł do Pruszkowa. Do aresztu w
Komendzie. Mieli wyjątkowe szczęście, że był to bardzo spokojny i zrównoważony
posterunkowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz