Andrzej
B. z zawodu był kierownikiem. Jego wujek, radny w pewnej podwarszawskiej
miejscowości, zapewniał go, że nie ma znaczenia wykształcenie. W obecnej
rzeczywistości liczą się znajomości ułatwiające dostęp do dóbr, trudno
dostępnych. System kartkowania dóbr ograniczał dostęp do nich przeciętnemu
człowiekowi, natomiast w części naszego społeczeństwa wyrabiał umiejętności
elastycznego dopasowywania się do okoliczności mających wpływ na temat
zasadniczy. Dostęp do dóbr limitowanych.
Wiadomo było, że świnia ma dwie szynki
i obie jadą w wiadomym kierunku, natomiast nam zostaje trochę chudego mięsa od
szynki, mające stworzyć nam iluzję szynki, peklowanej w domu na różne święta.
Aby uniknąć takich sytuacji jak opisano wyżej, w rodzinie Andrzeja B. dbano o
to, by dzieci znały jednak smak prawdziwej szynki i wiedziały jak smakuje schab
czy inna część mięsna, przygotowywana nie w domu tylko w prawdziwej masarni.
Wykonując polecenie swojego wujka
Andrzej B. przeniósł się do miejscowej masarni, gdzie od razu zaproponowano mu
pracę na stanowisku kierownika. Nie był masarzem, miał wykształcenie średnie,
ale ekonomiczne, więc na stanowisko nadawał się, mieścił się w nomenklaturze.
Gdy tylko objął stanowisko kierownika masarni, w jego rodzinie od razu wszystko
uległo zmianie. Dzieci do szkoły w kanapkach miały masełko a na nim szyneczkę a
i obiady były bardziej treściwe. Dalsza rodzina, rodzina wujka również odczuła
wyraźną poprawę. Zaopatrzenie było wyśmienite, nikt w rodzinie nie mówił o
kryzysie. Do czasu.
Masarnia oblegana była przez dwie
różne grupy. Jedna grupa, mająca poparcie w pracownikach masarni, łapała to, co
wyrzucano przez płoty lub odbierała od konwojentów to, co oni wywozili schowane
w takich miejscach, że gdyby odbierający wiedzieli, nie braliby tych wędlin do
gęby. Druga grupa, to ludzie, którzy chcieliby mieć to, co mają inni, nie mają
i starają się tym innym utrudnić życie poprzez przekazywanie swoich uwag
pracownikom organów ścigania.
Andrzej B. doszedł do wniosku, że czas
by zmienić branżę, bo robi się za gorąco. Na spotkaniu rodzinnym wspomniał o
tym wujkowi, wskazując również na przyczyny takiego kroku. Wujek był wyrozumiały.
Zrozumiał, że dla zachowania ciągłości zaopatrzeniowej całej rodziny,
należałoby skierować Andrzeja B. do branży spożywczej. Traf chciał, że po
rocznym remanencie dużego sklepu spożywczego musiano odwołać kierownika ze
stanowiska i zrobił się wakat. Bez kierownika nie można otworzyć sklepu,
dlatego zadziałał błyskawicznie i ledwie Andrzej B. zdał masarnię, już
wylądował na stanowisku kierownika dużego sklepu spożywczego.
-
Będziesz miał większe ubytki, będziesz mógł lepiej zaopatrzyć rodzinę – pouczał
go wujek – a w sklepie potrzeba żelaznej ręki.
Tak się stało. Od tego czasu ani
rodzina Andrzeja ani rodzina wujka, nie mogła narzekać na zaopatrzenie,
dostarczane umyślnym transportem do domu. Do czasu, gdy nie zarządzono
przeceny.
Andrzej B. dojeżdżając maluchem do
granic miasta Pruszkowa, zwolnił tak bardzo, że blokował na pasie inne
samochody a między innymi radiowóz milicji. Funkcjonariusze postanowili
zatrzymać do kontroli jadącego zbyt wolno Fiata 126p. Andrzej B. zatrzymał
samochód we właściwym miejscu, odkręcił szybę w drzwiach kierowcy i nie
wysiadając przekonywał milicjanta, że czuje się wyjątkowo dobrze i ma już
niedaleko do domu.
Całe szczęście, że kontrolujący
milicjant nie palił papierosa. Nie bardzo wierząc w zapewnienia Andrzeja B. o
jego wspaniałym samopoczuciu, bo chuch mówił co innego, otworzył drzwi kierowcy
i Andrzej B....... wypadł z samochodu na pobocze. Przeprowadzone badania
wykazały, że Andrzej B. kierował samochodem mając w sobie 3,5 promila alkoholu.
Następnego dnia, gdy wytrzeźwiał
tłumaczył się, że to wszystko z gorliwości. W sklepie, którego jest
kierownikiem, przeceniał różne towary. Tak się złożyło, że po przecenie
pozostało trochę alkoholu, nie przecenionego i nie można go było w sklepie
zostawić a do domu brać nie wolno. Musiał wypić na miejscu razem z
przeceniającymi, aby wszystko się zgadzało. Chciał być dobrym kierownikiem.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że rozpatrujące
jego sprawę Kolegium, nie znalazło zrozumienia dla jego poświęceń i ukarało go
surowo, nie dając szans na pracę kierowniczą w innej branży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz