środa, 9 października 2013

Uniwersalny kierownik.


Andrzej B. z zawodu był kierownikiem. Jego wujek, radny w pewnej podwarszawskiej miejscowości, zapewniał go, że nie ma znaczenia wykształcenie. W obecnej rzeczywistości liczą się znajomości ułatwiające dostęp do dóbr, trudno dostępnych. System kartkowania dóbr ograniczał dostęp do nich przeciętnemu człowiekowi, natomiast w części naszego społeczeństwa wyrabiał umiejętności elastycznego dopasowywania się do okoliczności mających wpływ na temat zasadniczy. Dostęp do dóbr limitowanych.
          Wiadomo było, że świnia ma dwie szynki i obie jadą w wiadomym kierunku, natomiast nam zostaje trochę chudego mięsa od szynki, mające stworzyć nam iluzję szynki, peklowanej w domu na różne święta. Aby uniknąć takich sytuacji jak opisano wyżej, w rodzinie Andrzeja B. dbano o to, by dzieci znały jednak smak prawdziwej szynki i wiedziały jak smakuje schab czy inna część mięsna, przygotowywana nie w domu tylko w prawdziwej masarni.
          Wykonując polecenie swojego wujka Andrzej B. przeniósł się do miejscowej masarni, gdzie od razu zaproponowano mu pracę na stanowisku kierownika. Nie był masarzem, miał wykształcenie średnie, ale ekonomiczne, więc na stanowisko nadawał się, mieścił się w nomenklaturze. Gdy tylko objął stanowisko kierownika masarni, w jego rodzinie od razu wszystko uległo zmianie. Dzieci do szkoły w kanapkach miały masełko a na nim szyneczkę a i obiady były bardziej treściwe. Dalsza rodzina, rodzina wujka również odczuła wyraźną poprawę. Zaopatrzenie było wyśmienite, nikt w rodzinie nie mówił o kryzysie. Do czasu.
          Masarnia oblegana była przez dwie różne grupy. Jedna grupa, mająca poparcie w pracownikach masarni, łapała to, co wyrzucano przez płoty lub odbierała od konwojentów to, co oni wywozili schowane w takich miejscach, że gdyby odbierający wiedzieli, nie braliby tych wędlin do gęby. Druga grupa, to ludzie, którzy chcieliby mieć to, co mają inni, nie mają i starają się tym innym utrudnić życie poprzez przekazywanie swoich uwag pracownikom organów ścigania.
          Andrzej B. doszedł do wniosku, że czas by zmienić branżę, bo robi się za gorąco. Na spotkaniu rodzinnym wspomniał o tym wujkowi, wskazując również na przyczyny takiego kroku. Wujek był wyrozumiały. Zrozumiał, że dla zachowania ciągłości zaopatrzeniowej całej rodziny, należałoby skierować Andrzeja B. do branży spożywczej. Traf chciał, że po rocznym remanencie dużego sklepu spożywczego musiano odwołać kierownika ze stanowiska i zrobił się wakat. Bez kierownika nie można otworzyć sklepu, dlatego zadziałał błyskawicznie i ledwie Andrzej B. zdał masarnię, już wylądował na stanowisku kierownika dużego sklepu spożywczego.
- Będziesz miał większe ubytki, będziesz mógł lepiej zaopatrzyć rodzinę – pouczał go wujek – a w sklepie potrzeba żelaznej ręki.
          Tak się stało. Od tego czasu ani rodzina Andrzeja ani rodzina wujka, nie mogła narzekać na zaopatrzenie, dostarczane umyślnym transportem do domu. Do czasu, gdy nie zarządzono przeceny. 
          Andrzej B. dojeżdżając maluchem do granic miasta Pruszkowa, zwolnił tak bardzo, że blokował na pasie inne samochody a między innymi radiowóz milicji. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać do kontroli jadącego zbyt wolno Fiata 126p. Andrzej B. zatrzymał samochód we właściwym miejscu, odkręcił szybę w drzwiach kierowcy i nie wysiadając przekonywał milicjanta, że czuje się wyjątkowo dobrze i ma już niedaleko do domu.
          Całe szczęście, że kontrolujący milicjant nie palił papierosa. Nie bardzo wierząc w zapewnienia Andrzeja B. o jego wspaniałym samopoczuciu, bo chuch mówił co innego, otworzył drzwi kierowcy i Andrzej B....... wypadł z samochodu na pobocze. Przeprowadzone badania wykazały, że Andrzej B. kierował samochodem mając w sobie 3,5 promila alkoholu.
          Następnego dnia, gdy wytrzeźwiał tłumaczył się, że to wszystko z gorliwości. W sklepie, którego jest kierownikiem, przeceniał różne towary. Tak się złożyło, że po przecenie pozostało trochę alkoholu, nie przecenionego i nie można go było w sklepie zostawić a do domu brać nie wolno. Musiał wypić na miejscu razem z przeceniającymi, aby wszystko się zgadzało. Chciał być dobrym kierownikiem.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że rozpatrujące jego sprawę Kolegium, nie znalazło zrozumienia dla jego poświęceń i ukarało go surowo, nie dając szans na pracę kierowniczą w innej branży.        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz