Wywróżyła
Cyganka prawdę ci powie....... I
powiedziała. Julian W. nie miał zwyczaju zamykać swego mieszkania na zamek od
wewnątrz. Z wielu powodów a między innymi, dlatego, że był w podeszłym wieku i
częste podchodzenie do drzwi, gdy ktoś zapukał, męczyło go. Przychodziły do
niego różne osoby: sąsiedzi, rodzina i miłośnicy jego bogatej kolekcji
znaczków.
Sąsiedzi przychodzili na kawkę lub na
piwko. Na kawkę wpadała pani Joasia, trochę młodsza od Juliana, ale ta różnica
wieku nie była dla niej nic nienaturalnego. Męża miała trochę młodszego od pana
Juliana, ale już taką okresową sympatię miała dużo od męża starszą. Sympatia ta
potrafiła lepiej spełnić się jako mężczyzna niż jej własny mąż. Pani Joasia
dbała o to by i mąż był zaspokojony i jej sympatia była zaspokojona. Zrobiło
się pusto, gdy obaj odeszli z tego świata. Dlatego liczyła, że pan Julian,
któregoś dnia przy piciu kawy poruszy żywo interesujący ją temat i zaczną
pomagać sobie wzajemnie.
Julian W. po śmierci żony, nie miał
bliskiej rodziny. Była młoda kuzynka żony, mieszkająca z mężem w Piastowie, ale
opieka, jaką sprawowała nad czwórką dzieci, powodowała, że do Juliana częściej
dzwoniła niż zaglądała. Julian zdawał sobie sprawę, że Ania, bo tak miała na
imię, patrzy z niepokojem na Juliana i obawia się, że gdy Julian odejdzie z
tego świata, ktoś inny przejmie po nim mieszkanie. Obiecywał sobie, że pójdzie
do notariusza i sporządzi testament na rzecz Ani.
Jego pasją z młodości były podróże. Życie
tak się potoczyło, że pozostały mu tylko znaczki z różnych stron świata i
właśnie poznawał kraje, ich folklor, kulturę, poprzez wymieniane znaczki.
Takich zapaleńców jak on, w różnych krajach było sporo. Znał język angielski i
poprzez uczestnictwo w klubie filatelistycznym, poznawał nowych ludzi w różnych
krajach, z którymi podejmował korespondencję. Przychodzili do niego w tej
sprawie i inni członkowie mieszkający w pobliżu, ale nie za często.
Któregoś popołudnia do mieszkania
Juliana W. zapukała młoda dziewczyna o niezwykłej, południowej urodzie, ubrana
w kolorowe spódnice i bogato haftowaną chustę. Julian W. czuły na piękno i urok
kobiet, zaprosił ją do mieszkania, posadził przy dużym, rodzinnym stole i
zaproponował herbatę. Dziewczyna patrząc zalotnie, nie odmówiła i wywiązała się
rozmowa.
Julian W. podziwiał urodę dziewczyny,
koloryt ubrania. Dziewczyna zaś łamaną polszczyzną zachwalała gust Juliana przy
urządzaniu mieszkania, proponując jednocześnie nabycie po okazyjnych cenach
kuponów materiałów, które miała ze sobą. Julianowi W. niepotrzebne były
materiały ale tak dobrze rozmawiało mu się z dziewczyną, że postanowił ją na
dłużej zatrzymać w domu. Gdy dziewczyna zaproponowała wróżbę, Julian podchwycił
ten pomysł z radością.
Na początek, dziewczyna poprosiła, aby
dla wzmocnienia wróżby, talię kart przykrył banknotem stu złotowym. Pan Julian
wyciągnął portmonetkę, położył na stole i banknotem przykrył talię kart. Po
chwili okazało się, że położony banknot nie miał właściwej mocy do ściągnięcia szczęścia,
dlatego dziewczyna uśmiechając się mile, poprosiła o położenie na talii kart
banknot tysiąc złotowy. Przedstawiona wróżba już była lepsza, ale nie taka,
która by zadowoliła pana Juliana. Dziewczyna wpatrując się w oczy Juliana W.
poprosiła by nie oszczędzał na własnym szczęściu, bo inaczej nie dowie się
prawdy i doradziła aby na talię kart położyć banknot pięcio tysięczny.
Julianowi W. szkoda było przerywać tak
przyjemnej rozmowy z uśmiechniętą dziewczyną, więc wstał, podszedł do szafy i z
pod bielizny wyjął woreczek z banknotami, wybrał banknot o największym
nominale, resztę odkładając na to samo miejsce i położył go na talii kart.
Dziewczyna się ożywiła.
Wróżba przebiegała pomyślnie aż
dziewczynę zaczęło nosić wokół stołu. Mówiła karcąco o jego łatwowierności,
odkrywała coraz to nowe cechy jego osobowości aż Julian W. zaczął się
zastanawiać, skąd taka młoda dziewczyna może tyle o nim wiedzieć. Gdy
zakończyła wróżbę słowami; „...niedługo spotka cię wielka przykrość od
człowieka, któremu ty dobrze życzysz...”, Julian W. bardzo się
zaniepokoił. Szybko w myślach zrobił przegląd swoich bliskich i znajomych,
zgadując, z której strony może go spotkać wielka przykrość.
Dziewczyna dopiła herbatę, zakończyła
wróżbę i żegnając się z Julianem W. chwyciła go mocno za serce. Nie chciała
żadnej nagrody za swoją wróżbę.
W jakiś czas po wyjściu dziewczyny
Julian W. postanowił iść po zakupy. W portmonetce nie było pieniędzy, więc
sięgnął do szafy pod bieliznę. Pod bielizną było pusto. Wyjął wszystko z
bieliźniarki, ale pieniędzy nie było. Zrozumiał wróżbę dziewczyny. Stracił całe
trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych. Jednak spotkała go wielka przykrość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz