czwartek, 10 października 2013


Wywróżyła

          Cyganka prawdę ci powie....... I powiedziała. Julian W. nie miał zwyczaju zamykać swego mieszkania na zamek od wewnątrz. Z wielu powodów a między innymi, dlatego, że był w podeszłym wieku i częste podchodzenie do drzwi, gdy ktoś zapukał, męczyło go. Przychodziły do niego różne osoby: sąsiedzi, rodzina i miłośnicy jego bogatej kolekcji znaczków.
          Sąsiedzi przychodzili na kawkę lub na piwko. Na kawkę wpadała pani Joasia, trochę młodsza od Juliana, ale ta różnica wieku nie była dla niej nic nienaturalnego. Męża miała trochę młodszego od pana Juliana, ale już taką okresową sympatię miała dużo od męża starszą. Sympatia ta potrafiła lepiej spełnić się jako mężczyzna niż jej własny mąż. Pani Joasia dbała o to by i mąż był zaspokojony i jej sympatia była zaspokojona. Zrobiło się pusto, gdy obaj odeszli z tego świata. Dlatego liczyła, że pan Julian, któregoś dnia przy piciu kawy poruszy żywo interesujący ją temat i zaczną pomagać sobie wzajemnie.
          Julian W. po śmierci żony, nie miał bliskiej rodziny. Była młoda kuzynka żony, mieszkająca z mężem w Piastowie, ale opieka, jaką sprawowała nad czwórką dzieci, powodowała, że do Juliana częściej dzwoniła niż zaglądała. Julian zdawał sobie sprawę, że Ania, bo tak miała na imię, patrzy z niepokojem na Juliana i obawia się, że gdy Julian odejdzie z tego świata, ktoś inny przejmie po nim mieszkanie. Obiecywał sobie, że pójdzie do notariusza i sporządzi testament na rzecz Ani.
          Jego pasją z młodości były podróże. Życie tak się potoczyło, że pozostały mu tylko znaczki z różnych stron świata i właśnie poznawał kraje, ich folklor, kulturę, poprzez wymieniane znaczki. Takich zapaleńców jak on, w różnych krajach było sporo. Znał język angielski i poprzez uczestnictwo w klubie filatelistycznym, poznawał nowych ludzi w różnych krajach, z którymi podejmował korespondencję. Przychodzili do niego w tej sprawie i inni członkowie mieszkający w pobliżu, ale nie za często.
          Któregoś popołudnia do mieszkania Juliana W. zapukała młoda dziewczyna o niezwykłej, południowej urodzie, ubrana w kolorowe spódnice i bogato haftowaną chustę. Julian W. czuły na piękno i urok kobiet, zaprosił ją do mieszkania, posadził przy dużym, rodzinnym stole i zaproponował herbatę. Dziewczyna patrząc zalotnie, nie odmówiła i wywiązała się rozmowa.
          Julian W. podziwiał urodę dziewczyny, koloryt ubrania. Dziewczyna zaś łamaną polszczyzną zachwalała gust Juliana przy urządzaniu mieszkania, proponując jednocześnie nabycie po okazyjnych cenach kuponów materiałów, które miała ze sobą. Julianowi W. niepotrzebne były materiały ale tak dobrze rozmawiało mu się z dziewczyną, że postanowił ją na dłużej zatrzymać w domu. Gdy dziewczyna zaproponowała wróżbę, Julian podchwycił ten pomysł z radością.
          Na początek, dziewczyna poprosiła, aby dla wzmocnienia wróżby, talię kart przykrył banknotem stu złotowym. Pan Julian wyciągnął portmonetkę, położył na stole i banknotem przykrył talię kart. Po chwili okazało się, że położony banknot nie miał właściwej mocy do ściągnięcia szczęścia, dlatego dziewczyna uśmiechając się mile, poprosiła o położenie na talii kart banknot tysiąc złotowy. Przedstawiona wróżba już była lepsza, ale nie taka, która by zadowoliła pana Juliana. Dziewczyna wpatrując się w oczy Juliana W. poprosiła by nie oszczędzał na własnym szczęściu, bo inaczej nie dowie się prawdy i doradziła aby na talię kart położyć banknot pięcio tysięczny.
          Julianowi W. szkoda było przerywać tak przyjemnej rozmowy z uśmiechniętą dziewczyną, więc wstał, podszedł do szafy i z pod bielizny wyjął woreczek z banknotami, wybrał banknot o największym nominale, resztę odkładając na to samo miejsce i położył go na talii kart. Dziewczyna się ożywiła.
          Wróżba przebiegała pomyślnie aż dziewczynę zaczęło nosić wokół stołu. Mówiła karcąco o jego łatwowierności, odkrywała coraz to nowe cechy jego osobowości aż Julian W. zaczął się zastanawiać, skąd taka młoda dziewczyna może tyle o nim wiedzieć. Gdy zakończyła wróżbę słowami; „...niedługo spotka cię wielka przykrość od człowieka, któremu ty dobrze życzysz...”, Julian W. bardzo się zaniepokoił. Szybko w myślach zrobił przegląd swoich bliskich i znajomych, zgadując, z której strony może go spotkać wielka przykrość.
          Dziewczyna dopiła herbatę, zakończyła wróżbę i żegnając się z Julianem W. chwyciła go mocno za serce. Nie chciała żadnej nagrody za swoją wróżbę.
          W jakiś czas po wyjściu dziewczyny Julian W. postanowił iść po zakupy. W portmonetce nie było pieniędzy, więc sięgnął do szafy pod bieliznę. Pod bielizną było pusto. Wyjął wszystko z bieliźniarki, ale pieniędzy nie było. Zrozumiał wróżbę dziewczyny. Stracił całe trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych. Jednak spotkała go wielka przykrość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz