Zabójca z Piastowa.
7 listopada 1983 roku był czarnym dniem dla
mieszkańców Piastowa. Około godz. 18,00 Irena G. w wieku około 70 lat wyszła z
mieszkania córki, której pomagała w wychowaniu dzieci. Wracała do domu.
Przeszła około pół kilometra ulicami Piastowa, gdy zorientowała się, że idzie
za nią jakiś młody mężczyzna. Przyspieszyła kroku, ale i on przyspieszył. W
pewnym momencie poczuła, że mężczyzna chwyta ją jedną ręką a drugą zatyka jej
usta, mówiąc: „ nie krzycz, bo uduszę”.
Wystraszona Irena G. nie stawiała początkowo oporu.
Mężczyzna ciągnął ją w mniej oświetlone miejsce. Kobieta upadła na ziemię.
Padając spostrzegła innego mężczyznę wychodzącego z pobliskiej posesji i
idącego w ich kierunku. Gdy mężczyzna ten zbliżył się do nich. Kobieta
zaalarmowała go krzykiem: „ pomocy!!!! Bandyta „.
Władysław M., bo tak się nazywał nadchodzący
mężczyzna, przy pomocy drugiego mężczyzny Waldemara K. postanowili odprowadzić
sprawcę napaści do pobliskiego Komisariatu. W drodze do Komisariatu zatrzymany
sprawca napadu wyrwał się prowadzącym go mężczyznom, wyjął nóż i po
zaatakowaniu Władysława, N. który uniknął ataku, sprawca zaatakował Waldemara
K., który padł na ziemię zraniony nożem. Sprawca uciekł w nieznanym kierunku.
Tegoż dnia, po 19,00-tej pod
restauracją „Podmiejska” w Piastowie czterej koledzy z pracy w Ursusie po
wypiciu kilku kieliszków, szło ulicą 1 Maja do swoich domów. Naprzeciw nich,
szybkim krokiem zbliżał się do nich młody, nieznany mężczyzna. Gdy doszedł
poprosił o ogień chcąc przypalić papierosa. Odpowiedzieli, że nie mają zapałek
i w tym momencie, bez żadnego powodu, mężczyzna ten wyjął nóż i zaatakował
jednego z czwórki, Jarosława B. Jarosław zasłonił się ręką i dzięki temu
uniknął uderzenia, mając zranioną tylko rękę. Z pomocą koledze pospieszyli
pozostali: Marian W., Eugeniusz R. i Grzegorz R. Usiłowali zatrzymać sprawcę
napaści wytrącając mu nóż. Daremnie. Sprawca poranił Grzegorza R i Mariana W.
Jedynie Eugeniuszowi R. udało się uniknąć uderzenia. Najciężej ranny Grzegorz
R. zmarł w drodze do szpitala, Waldemar K. i Marian W. poddani operacji,
przeżyli.
Postanowiono działać otwarcie. Żaden
ze świadków zdarzenia, nie zapamiętał tylu szczegółów, aby można było
naszkicować pełny portret sprawcy. Wszyscy zgodnie oświadczyli, a byli to
wieloletni mieszkańcy Piastowa, że nigdy przed zdarzeniem na terenie Piastowa,
mężczyzny tego nie widzieli. Przeprowadzono szczegółową analizę stałych
mieszkańców Piastowa. Zamieszkuje tu ogółem 30.000 osób, z tego połowa to
mężczyźni, czyli 15.000. Określono sprawcę zabójstwa na przedział wiekowy 25 –
30 lat, to jest 1/3 całej populacji, czyli około 5 tysięcy osób. Sposób działania
sprawcy, kiedy zaatakował kobietę, oraz determinacja, z jaką poczynał sobie w
obu zdarzeniach używając noża, wskazywałoby na to, że jest to osoba mająca w
przeszłości do czynienia z wymiarem sprawiedliwości a to zawęziło krąg osób
poszukiwanych.
Dochodziła północ. Poproszono
starszych mieszkańców Piastowa o rozmowy, licząc na dobrą znajomość sąsiadów
mieszkających w różnych rejonach miasta. Sprawa jednak nie posuwała się do
przodu. Mimo, że wiadomo było już o sprawcy bardzo dużo, nie ustalono jego
nazwiska ani jego adresu zamieszkania.
Kwadrans po północy, jeden z milicjantów uzyskał dane o kilku
osobach odpowiadających rysopisowi poszukiwanemu. Sprawdzenie tego wątku zajęło
prawie godzinę. Około godziny pierwszej trzydzieści jeden z milicjantów
dowiedział się, że w bloku znajdującym się niedaleko miejsca zranienia trzech
mężczyzn, widywany był osobnik o rysopisie podobnym do sprawcy. Zwrócił na
siebie uwagę, bo zachowywał się dziwnie, unikał wzroku napotkanych ludzi,
opuszczał nisko głowę lub ją nawet odkręcał do tyłu. Było to kolejny sygnał
wymagający sprawdzenia.
Udano się pod wskazany adres. Po
wejściu na klatkę schodową milicjanci zobaczyli, że z mieszkania na parterze
wyszło dwóch mężczyzn. Jeden starszy, miał około 50 lat a drugi młodszy, wiekiem
i wyglądem odpowiadał poszukiwanemu sprawcy, ubrany w identyczną kurtkę jak
opisali zranieni mężczyźni. Wezwanie do zatrzymania się i podniesienia rąk do
góry nie odniosło skutku, jedynie obaj mężczyźni wyciągnęli zza pasa noże i
ruszyli na milicjantów. Obezwładnienie obu trwało kilka sekund. Okazało się, że
poszukiwany nazywał się Krzysztof Z. a drugi osobnik był jego ojcem,
ubezpieczającym w czasie napadów, Ryszard Z.
Świadkowie bezbłędnie rozpoznali
Krzysztofa Z. jako sprawcę napaści na Irenę G. oraz śmiertelnego poranienia
Grzegorza R. i uszkodzenia ciała Mariana W. Ustalono przy tym, że Krzysztof Z.
nie po raz pierwszy wszedł w konflikt z prawem. Mając kilkanaście lat dokonywał
kradzieży z włamaniem. Ale mając 17 lat, za popełnienie nowych przestępstw
skierowany zostaje do Zakładu Karnego. W ciągu następnych lat lawiruje ciągle
między wolnością a więzieniem. Na jego postępowanie nie wpłynął fakt
małżeństwa, dochowania się dwójki dzieci. Nie chciał żyć spokojnie, z rodziną.
W końcu stał się zabójcą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz