czwartek, 3 października 2013

Zabójca z Piastowa.


7 listopada 1983 roku był czarnym dniem dla mieszkańców Piastowa. Około godz. 18,00 Irena G. w wieku około 70 lat wyszła z mieszkania córki, której pomagała w wychowaniu dzieci. Wracała do domu. Przeszła około pół kilometra ulicami Piastowa, gdy zorientowała się, że idzie za nią jakiś młody mężczyzna. Przyspieszyła kroku, ale i on przyspieszył. W pewnym momencie poczuła, że mężczyzna chwyta ją jedną ręką a drugą zatyka jej usta, mówiąc: „ nie krzycz, bo uduszę”.
Wystraszona Irena G. nie stawiała początkowo oporu. Mężczyzna ciągnął ją w mniej oświetlone miejsce. Kobieta upadła na ziemię. Padając spostrzegła innego mężczyznę wychodzącego z pobliskiej posesji i idącego w ich kierunku. Gdy mężczyzna ten zbliżył się do nich. Kobieta zaalarmowała go krzykiem: „ pomocy!!!! Bandyta „.
Władysław M., bo tak się nazywał nadchodzący mężczyzna, przy pomocy drugiego mężczyzny Waldemara K. postanowili odprowadzić sprawcę napaści do pobliskiego Komisariatu. W drodze do Komisariatu zatrzymany sprawca napadu wyrwał się prowadzącym go mężczyznom, wyjął nóż i po zaatakowaniu Władysława, N. który uniknął ataku, sprawca zaatakował Waldemara K., który padł na ziemię zraniony nożem. Sprawca uciekł w nieznanym kierunku.
          Tegoż dnia, po 19,00-tej pod restauracją „Podmiejska” w Piastowie czterej koledzy z pracy w Ursusie po wypiciu kilku kieliszków, szło ulicą 1 Maja do swoich domów. Naprzeciw nich, szybkim krokiem zbliżał się do nich młody, nieznany mężczyzna. Gdy doszedł poprosił o ogień chcąc przypalić papierosa. Odpowiedzieli, że nie mają zapałek i w tym momencie, bez żadnego powodu, mężczyzna ten wyjął nóż i zaatakował jednego z czwórki, Jarosława B. Jarosław zasłonił się ręką i dzięki temu uniknął uderzenia, mając zranioną tylko rękę. Z pomocą koledze pospieszyli pozostali: Marian W., Eugeniusz R. i Grzegorz R. Usiłowali zatrzymać sprawcę napaści wytrącając mu nóż. Daremnie. Sprawca poranił Grzegorza R i Mariana W. Jedynie Eugeniuszowi R. udało się uniknąć uderzenia. Najciężej ranny Grzegorz R. zmarł w drodze do szpitala, Waldemar K. i Marian W. poddani operacji, przeżyli.
          Postanowiono działać otwarcie. Żaden ze świadków zdarzenia, nie zapamiętał tylu szczegółów, aby można było naszkicować pełny portret sprawcy. Wszyscy zgodnie oświadczyli, a byli to wieloletni mieszkańcy Piastowa, że nigdy przed zdarzeniem na terenie Piastowa, mężczyzny tego nie widzieli. Przeprowadzono szczegółową analizę stałych mieszkańców Piastowa. Zamieszkuje tu ogółem 30.000 osób, z tego połowa to mężczyźni, czyli 15.000. Określono sprawcę zabójstwa na przedział wiekowy 25 – 30 lat, to jest 1/3 całej populacji, czyli około 5 tysięcy osób. Sposób działania sprawcy, kiedy zaatakował kobietę, oraz determinacja, z jaką poczynał sobie w obu zdarzeniach używając noża, wskazywałoby na to, że jest to osoba mająca w przeszłości do czynienia z wymiarem sprawiedliwości a to zawęziło krąg osób poszukiwanych.
          Dochodziła północ. Poproszono starszych mieszkańców Piastowa o rozmowy, licząc na dobrą znajomość sąsiadów mieszkających w różnych rejonach miasta. Sprawa jednak nie posuwała się do przodu. Mimo, że wiadomo było już o sprawcy bardzo dużo, nie ustalono jego nazwiska ani jego adresu zamieszkania.
           Kwadrans po północy, jeden z milicjantów uzyskał dane o kilku osobach odpowiadających rysopisowi poszukiwanemu. Sprawdzenie tego wątku zajęło prawie godzinę. Około godziny pierwszej trzydzieści jeden z milicjantów dowiedział się, że w bloku znajdującym się niedaleko miejsca zranienia trzech mężczyzn, widywany był osobnik o rysopisie podobnym do sprawcy. Zwrócił na siebie uwagę, bo zachowywał się dziwnie, unikał wzroku napotkanych ludzi, opuszczał nisko głowę lub ją nawet odkręcał do tyłu. Było to kolejny sygnał wymagający sprawdzenia.
          Udano się pod wskazany adres. Po wejściu na klatkę schodową milicjanci zobaczyli, że z mieszkania na parterze wyszło dwóch mężczyzn. Jeden starszy, miał około 50 lat a drugi młodszy, wiekiem i wyglądem odpowiadał poszukiwanemu sprawcy, ubrany w identyczną kurtkę jak opisali zranieni mężczyźni. Wezwanie do zatrzymania się i podniesienia rąk do góry nie odniosło skutku, jedynie obaj mężczyźni wyciągnęli zza pasa noże i ruszyli na milicjantów. Obezwładnienie obu trwało kilka sekund. Okazało się, że poszukiwany nazywał się Krzysztof Z. a drugi osobnik był jego ojcem, ubezpieczającym w czasie napadów, Ryszard Z.

          Świadkowie bezbłędnie rozpoznali Krzysztofa Z. jako sprawcę napaści na Irenę G. oraz śmiertelnego poranienia Grzegorza R. i uszkodzenia ciała Mariana W. Ustalono przy tym, że Krzysztof Z. nie po raz pierwszy wszedł w konflikt z prawem. Mając kilkanaście lat dokonywał kradzieży z włamaniem. Ale mając 17 lat, za popełnienie nowych przestępstw skierowany zostaje do Zakładu Karnego. W ciągu następnych lat lawiruje ciągle między wolnością a więzieniem. Na jego postępowanie nie wpłynął fakt małżeństwa, dochowania się dwójki dzieci. Nie chciał żyć spokojnie, z rodziną. W końcu stał się zabójcą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz