sobota, 5 października 2013

WYBREDNY?


            Wiktor J. i Jerzy D. spotykali się często. Latem gościli często na działkach żbikowskich, nie zawsze u tego samego właściciela, ale zawsze z tym samym apetytem. Latem łatwiej, bo wystarczy kawałek wędliny, no na przykład kiełbasy zwyczajnej, nadzianie jej na patyk i mają pieczenie kiełbaski na ognisku. Ognisko rozpalali niewielkie z kilku powodów: żeby nie nęcić widokiem i zapachem innych kolegów oraz aby nie zaprószyć ognia w krzakach, w których się zaszywali.
            Wybrali taką formę spędzania czasu, bo gdy obaj zabierali się za coś, co według innych ma sens, u nich okazywało się, że to nie ma sensu, bo prowadzi do więzienia. Tego zaś mieli już dosyć.
            Gorzej było, gdy nastała zima. W mieszkaniach, w których przebywali, nie mieli pełnej swobody. Od rana kobiety, z którymi przebywają już od lat suszą im głowę gadaniem, wyrzucając im lenistwo, brak dbałości o los rodziny, którą nieopatrznie założyli. Jak wiadomo, celem rodziny jest pomoc każdemu, kto pomocy potrzebuje. Pomocy potrzebowali obaj.
            Obaj byli bardzo wrażliwi na wszystko. W czasach młodości Wiktor J. mógł jeść kamienie i nic mu nie było. Kiedy dorósł, okazało się, że kamieni nie musi jeść, kamienie już ma. W nerkach.
            Jerzy D. kamieni nie miał. Miał natomiast taką dziwną dolegliwość, ujawniającą się po tym, jak popije i pomiesza wódkę, wino i piwo. A przy jego żywotności, niestety często to się zdarzało. Próbował pracować, ale po pierwszym zmieszaniu opisanych trunków w pracy, nawet nie wiedział jak wylądował za bramą a później, gdy chciał wrócić do pracy, wylądował w areszcie milicyjnym. W następnej pracy uległ namowom klienta i znowuż pomieszał trunki i znowuż nie pamiętał, jak zabrała go milicja. Ponieważ powtarzało to się kilka razy, nawet po latach kilku odsiadek w więzieniu, postanowił pić tylko lekkie trunki, nie powodujące opisanych przypadłości, no może powodujące tylko zgagę.
            Zbliżał się koniec roku i obaj przyjaciele zastanawiali się, gdzie przywitać Nowy Rok. Tak się dobrze złożyło, że ten rok obaj są na wolności, nic nie zrobili to i nikt ich nie szuka. Myślenie zajęło im trochę czasu, tak, że ani się obejrzeli a tu już sylwester minął.
              Postanowili zaskoczyć swoje kobiety, przynieść im do domu to, co mogły spożyć na sylwestra. Tuż po „Sylwestrze” włamali się do Baru „Żbik” w Pruszkowie. Zabrali w torby artykuły spożywcze, schłodzone w dużej lodówce i różne napoje nadające się do spożycia. Zabrano nawet płyn do mycia okien.
Pruszkowska milicja po otrzymani informacji o włamaniu, jadąc wolno ulicą, zauważyła w bramie, niedaleko baru, dwóch mężczyzn z torbami, stojącymi pod ścianą i pijących coś bezpośrednio z butelki. Milicjanci zatrzymali się, podeszli spokojnie i zobaczyli Jerzego D., dopijającego w bramie płyn do mycia okien „kryształ”. Zdziwienie było olbrzymie. W jednej z toreb znaleźli: wódkę, wino, szampana, cztery piwa i dwie butelki z płynem do mycia okien.

Jerzy D., pytany, dlaczego wybrał akurat ten płyn oświadczył, że to w związku z jego przypadłością. Gdy miesza inne trunki, traci kontakt ze sobą, gdy pije „kryształek” nie ma takich objawów, dlatego też przedkłada go nad inne zabrane z Baru trunki. Jest zdrowszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz