środa, 16 października 2013

W czasie deszczu ...


          ...dzieci się nudzą – śpiewał Wojciech Młynarski. Dopóki dziecko chodzi do szkoły podstawowej, to jeszcze czasami wychowawczyni pogoni, gdy głupie pomysły w młodej głowie lęgną się na lekcjach, czasami znajdzie się porządny kolega, który jeśli nie wychowawczyni to rodzicom powie, co wyrabia jego protoplasta.
          Ale gdy dziecko skończy szkołę podstawową, zdarza się, że rodzice podrzucają swoje pociechy do babci. Wychodzą z założenia, że swoje zrobili, obowiązek kształcenia odfajkowali.
          A tymczasem takiego ni to dorosłego, ni to jeszcze dzieciaka, porywają wielkie fale życia. Dzieci w tym okresie starają się różnymi sposobami małpować dorosłość. Na jednym pruszkowskim podwórku, grupa dziewięciu czternasto- szesnasto- latków ni to dorosłych ni to dzieci, „główkowała”, co by tu zrobić fajnego, bo taka nuda, że wyć się chce. Postanowili założyć bandę z prawdziwego zdarzenia, w wojskowych uniformach i z wojskowymi dystynkcjami. Jak to zdobyć?
          Jacek W. przypomniał sobie, że koło jego miejsca zamieszkania, są w piwnicach magazyny Urzędu Miejskiego, przechowujące ubrania wojskowe i inne dodatki. Poszli za Jackiem, obejrzeli miejsce i po fachowej ocenie, że zawieszone kłódki weźmie byle sztamajza, wzięli ze swoich domów, co było potrzebne, włamali się i weszli do środka. Wybrali dla siebie pasujące rozmiary ubrań wojskowych, odszukali dystynkcje, zabrali trochę sprzętu i poszli się formować. Nie zdążyli.
          Włamanie ujawniono bardzo szybko, tak, że w grupie nie zdążyli się przebrać ani uzgodnić, – kto ma dowodzić i co to ma być za banda.

Odzież i sprzęt oddali, kłódki na drzwiach powieszono solidniejsze, ale dzieci pozostały na podwórku i nadal się nudzą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz