czwartek, 17 października 2013

Pokerzystka


          Barbarę K. znają w pruszkowskim półświatku jako dziewczynę z fasonem. Gdy ma pieniądze, świat do niej należy, gdy nie ma, ona należy do świata. I tak sobie nieźle egzystuje. Marcowego popołudnia była pod kreską i należała do świata. Kręciła się niespokojnie po zapełnionej Uroczej, szukając fartu.
          W pewnej chwili dojrzała rozbierającą się w szatni młodą dziewczynę, oddającą do rąk szatniarki białą, pikowaną kurtkę. Ostatni krzyk mody – pomyślała i już wiedziała, co dzisiaj zrobi.
          Odczekała przy stoliku gościa, z którym przyszła, niecałe pół godziny, po czym niby nic, poszła do szatni. Stanęła przy balustradzie i od niechcenia poprawiając swoją puszystą, jasną fryzurę zwróciła się do szatniarki:
- Pani Zosiu, pani da tą białą kurtkę, bo Lidka chce wyjąć pieniądze.
          Pani Zosia, nowa pracownica w szatni oceniła, że nie ma nic groźnego i podała jej kurtkę. I tyle widziała Barbarę i kurtkę.
          Barbara K. odczekała tylko tydzień i ubrana w modną kurtkę zawitała do Uroczej. Pomyliła rachunek dni. W szatni była niestety pani Zosia, która nie miała najmniejszego zamiaru płacić za skradzioną kurtkę. Nie dając poznać, że rozpoznała Barbarę, odebrała od niej kurtkę i wręczyła numerek. Gdy Barbara wtopiła się w swoje towarzystwo, pani Zosia powiadomiła milicję i osobiście dopilnowała, aby Barbara odjeżdżając radiowozem, zabrała z szatni kurtkę właściwą.

Wapno

          Pruszkowska Elektrociepłownia dożywa sędziwego wieku – pisano w latach, gdy tuż, tuż, miał powstać kombinat ciepłowniczy. Kombinat może powstanie a Elektrociepłownia, sądząc z dodawanych kotłów, żyć będzie długo. Co ludzie robią w Elektrociepłowni, na ogół wiemy. Niech tylko w którymś z mieszkań kaloryfer będzie niedogrzany, natychmiast płyną życzenia pod adresem właśnie Elektrociepłowni. Ale co można z Elektrociepłowni ukraść? Pomijam rury, chociaż niedawno przedstawiciel dyrekcji przekonywał, że KTOŚ ukradł kilkadziesiąt sześciometrowych rur. Przekonywani nie bardzo w to wierzyli. Nie wyglądało to na wyniesienie w kieszeni i słusznie. Bo rur nie ukradziono tylko położono w innym miejscu. Nie wspominam o narzędziach, w które zaopatrywano się na terenie Elektrociepłowni niczym w magazynie „pewexowskim”. To już przeszłość. A teraz?

          Okazuje się, że można ukraść to, na co w okolicy jest zapotrzebowanie. Waldemar O. Kierowca-konwojent pobrał z wytwórni, w Sitkowcu, cały samochód worków z wapnem, przeznaczonych dla Elektrociepłowni w Pruszkowie. Przy zdawaniu towaru do magazynu „zabrakło” Waldemarowi tylko trzydzieści pięć worków z wapnem. Zrobił w magazynie awanturę, próbując wmówić magazynierowi, że przywiózł ilość właściwą, tylko magazynier przy zdejmowaniu z samochodu nie dopilnował i ktoś ukradł taką ilość wapna. Magazynier, człowiek doświadczony, przypomniał panu Waldemarowi, że jadąc z załadowanym samochodem, przejeżdżał przez tereny rolnicze. A wiadomo, szło już na wiosnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz