Dziwne widzenie
nawiedzonego złodzieja.
Karol S., Andrzej Ł. oraz Zbigniew S. tworzyli zgraną paczkę.
Łączyło ich dzieciństwo, lata szkolne i wspólne pobyty.... w więzieniu. Po
wielu latach stało się tak szczęśliwie, że wszyscy trzej mogli się spotkać na
wolności, powspominać dawne dobre czasy, dokonać naukowej analizy ich wpadek i
nareszcie mieli czas na opracowanie takiego skoku, żeby „psy” musiały ich długo
szukać.
Myślenie ma to do siebie, ze przebiega
w odwrotnej proporcji do stanu trzeźwości umysłu właściciela. A więc przebiega
wolno. W międzyczasie przyjaciele musieli z czegoś żyć. Temu dali po łbie i
przewiskali dokładnie, drugiemu podciągnęli trochę dóbr i spieniężyli je na
targu w Piastowie, innemu „wyrąbali klawisz” korzystając z nieuwagi sąsiada. W
ten sposób ciągnęli z dnia na dzień. Dużego skoku jeszcze nie obmyślili, ale na
razie dla wprawy postanowili obrobić Bar „Żbik”.
Pewnej nocy wzięli Żuka Andrzeja Ł. i
podjechali w okolice baru. Upewnili się, że „psy” skontrolowały już tę okolicę
i nie kryjąc się zupełnie, przy pomocy dwóch łomów weszli do Baru. Zachowywali
się jak prawdziwi smakosze. Brali tylko to, co najlepsze, gorsze dania
próbowali i gdy im nie odpowiadały, rzucali na podłogę. Zabrali kilka
pojemników wódki czystej, kolorowej nie brali, bo ich nudzi, zabrali najlepsze
wędliny, pieczywo, masełko, trochę garmażerki, ale tylko świeżej – żeby się nie
zatruć – no i oczywiście kawę w dużej ilości, nie zapominając jednak i o
herbacie, która nieraz wspomogła ich w ciężkich chwilach. Poszło sprawnie.
Niecałe dwadzieścia minut i wszystko było w samochodzie.
Ruszyli ostro do przodu i na pełnym
gazie przejechali niecały kilometr. Po prostu silnik zgasł i odmówił
współpracy. Andrzej Ł. wychodził z siebie, aby go uruchomić. Rzęził i rzęził
rozrusznikiem tak głośno, że nie usłyszał zatrzymującego się obok samochodu. W
pewnej chwili otworzyły się drzwi kierowcy i za słowami „... może pomóc...”
ukazała się twarz .... milicjanta.
Trudno było z całym majdanem
zaprzeczać czemukolwiek. Dlatego też plany doskonałego skoku będą musieli
koledzy odłożyć na dalszą przyszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz