niedziela, 13 października 2013

Dziwne widzenie nawiedzonego złodzieja.



           Karol S., Andrzej Ł. oraz Zbigniew S. tworzyli zgraną paczkę. Łączyło ich dzieciństwo, lata szkolne i wspólne pobyty.... w więzieniu. Po wielu latach stało się tak szczęśliwie, że wszyscy trzej mogli się spotkać na wolności, powspominać dawne dobre czasy, dokonać naukowej analizy ich wpadek i nareszcie mieli czas na opracowanie takiego skoku, żeby „psy” musiały ich długo szukać.
          Myślenie ma to do siebie, ze przebiega w odwrotnej proporcji do stanu trzeźwości umysłu właściciela. A więc przebiega wolno. W międzyczasie przyjaciele musieli z czegoś żyć. Temu dali po łbie i przewiskali dokładnie, drugiemu podciągnęli trochę dóbr i spieniężyli je na targu w Piastowie, innemu „wyrąbali klawisz” korzystając z nieuwagi sąsiada. W ten sposób ciągnęli z dnia na dzień. Dużego skoku jeszcze nie obmyślili, ale na razie dla wprawy postanowili obrobić Bar „Żbik”.
          Pewnej nocy wzięli Żuka Andrzeja Ł. i podjechali w okolice baru. Upewnili się, że „psy” skontrolowały już tę okolicę i nie kryjąc się zupełnie, przy pomocy dwóch łomów weszli do Baru. Zachowywali się jak prawdziwi smakosze. Brali tylko to, co najlepsze, gorsze dania próbowali i gdy im nie odpowiadały, rzucali na podłogę. Zabrali kilka pojemników wódki czystej, kolorowej nie brali, bo ich nudzi, zabrali najlepsze wędliny, pieczywo, masełko, trochę garmażerki, ale tylko świeżej – żeby się nie zatruć – no i oczywiście kawę w dużej ilości, nie zapominając jednak i o herbacie, która nieraz wspomogła ich w ciężkich chwilach. Poszło sprawnie. Niecałe dwadzieścia minut i wszystko było w samochodzie.
          Ruszyli ostro do przodu i na pełnym gazie przejechali niecały kilometr. Po prostu silnik zgasł i odmówił współpracy. Andrzej Ł. wychodził z siebie, aby go uruchomić. Rzęził i rzęził rozrusznikiem tak głośno, że nie usłyszał zatrzymującego się obok samochodu. W pewnej chwili otworzyły się drzwi kierowcy i za słowami „... może pomóc...” ukazała się twarz .... milicjanta.
          Trudno było z całym majdanem zaprzeczać czemukolwiek. Dlatego też plany doskonałego skoku będą musieli koledzy odłożyć na dalszą przyszłość.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz