Dylematy Pana
Ryszarda D.
Tego
jeszcze nie było – powiedział Komendant pruszkowskiej Milicji, czytając
materiały z zatrzymania Ryszarda D. - pomawiano milicję o brutalność, pomawiano
o brak zrozumienia dla zachowań antyspołecznych młodych zbuntowanych
chuliganów, ale żeby milicja wrzucała ludzi do sklepów przez szklane szyby?
A jednak. Ryszard D. skończył wprawdzie tylko
szkołę podstawową, ale przebywając do pełnoletności wśród swoich rówieśników na
ulicach Pruszkowa, uzyskał tyle wiedzy, że żadne studia nie mogły się z tym
równać. A pomysły miał przednie i wesołe. Któregoś dnia siedzieli na werandzie
u swojego kumpla Edwarda W., popijając różne trunki, od piwa, poprzez wino,
koktajle wymyślne a skończyli na spirytusie który Edward kupił w kiosku. Piło
się lekko i przyjemnie, może za mocno paliło w gardło. Posiedzieli jeszcze
chwilę, zjedli do końca przyniesioną zagrychę i zastanawiali się, czy u
„ciotki” jest jeszcze otwarte. Ryszard miał w kieszeni parę groszy, ale jak
przeliczył, wyszło mu, że do „ciotki” nie ma, co chodzić, bo „ciotka” na krechę
nie daje. Pomyślał jeszcze chwilę, przeprosił towarzystwo, obiecując, że za
kilkanaście minut będzie z powrotem, wyszedł z domu.
Niedaleko był sklep ogólno spożywczy, oszklony i
oświetlony w nocy. Ryszard obszedł go dookoła, sprawdzając, czy nie widać
jakiegoś anioła stróża, następnie wziął szmatkę z zawiniętym w niej kamieniem i
mocno uderzył w szybę. Szyba poleciała. Wszedł szybko do środka i po
odnalezieniu kontaktów, wyłączył światła w całym sklepie. Do zabranych ze sobą
toreb zaczął pakować towar. W jedną kładł napoje alkoholowe a w drugą wędlinę,
pieczywo i masło. Z tak przygotowanymi torbami już podchodził do dziury, gdy
zobaczył, że pod dziurę podeszli milicjanci spoglądający i świecący latarkami
do środka. Położył się za stoiskiem i postanowił przeczekać sprawdzanie, mając
nadzieję, że milicjanci odjadą z miejsca, chociaż na chwilę.
Milicjanci zdziwieni, że w sklepie z jakiegoś
powodu zgasło światło, podjechali sprawdzić. Świecili latarkami do środka i
wtedy zobaczyli, że na podłodze, za stoiskiem wędlin wystają czyjeś nogi.
Popatrzyli chwilę, po czym jeden z nich został przy dziurze a drugi podszedł do
radiowozu skonsultować się z oficerem dyżurnym. Dyżurny polecił nie wchodzić do
środka tylko zaczekać na wsparcie. Po chwili przyjechał drugi radiowóz
przywożąc ze sobą kierowniczkę sklepu. Dwóch z nich pozostało przy dziurze i
dwóch poszło z kierowniczką. Weszli do środka, zapalili światło i przy stoisku
z wędlinami zobaczyli leżącego na podłodze Ryszarda D., głośno chrapiącego,
obok niego stały dwie torby z różnym towarem przygotowanym do wyniesienia.
Ryszard D. nie mógł zaprzeczać, że był w sklepie i
przygotowywał torby do wyniesienia, bo tak go zastała kierowniczka sklepu z
milicjantami, ale co do wejścia do sklepu to miał własną wersję. Opowiedział w
Komendzie, że w sklepie znalazł się przypadkiem. Po prostu wrzucili go
milicjanci. Ryszard sobie szedł w nocy ulicą, na której znajduje się sklep, nie
patrzył na zegarek, ale na pewno to było już po północy, gdy przy nim, stojącym
właśnie przy tym sklepie zatrzymał się radiowóz, wyszli z niego milicjanci,
złapali Ryszarda za ręce i nogi i poprzez szybę wrzucili go do środka.
Powiedzieli mu, że robią to specjalnie za jego złe zachowanie i chcą zamknąć go
w więzieniu. Będąc już w sklepie, zdał sobie sprawę, że i tak będzie na niego,
dlatego w torby, które miał ze sobą naładował różnego towaru.
Komendant się zastanawiał, prokurator rozważał czy
nie ma w tym ziarna prawdy, jedynie Sąd stanął na wysokości zadania nie dając
wiary tłumaczeniom Ryszarda D., bowiem brak obrażeń zewnętrznych, noszenie ze
sobą toreb w które napakowano towaru oraz kamień w szmacie ze śladami Ryszarda,
świadczyły o przygotowaniu do dokonania włamania. Dostał odsiadkę bez zawiasów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz