poniedziałek, 30 września 2013

Dylematy Pana Ryszarda D.


Tego jeszcze nie było – powiedział Komendant pruszkowskiej Milicji, czytając materiały z zatrzymania Ryszarda D. - pomawiano milicję o brutalność, pomawiano o brak zrozumienia dla zachowań antyspołecznych młodych zbuntowanych chuliganów, ale żeby milicja wrzucała ludzi do sklepów przez szklane szyby?
A jednak. Ryszard D. skończył wprawdzie tylko szkołę podstawową, ale przebywając do pełnoletności wśród swoich rówieśników na ulicach Pruszkowa, uzyskał tyle wiedzy, że żadne studia nie mogły się z tym równać. A pomysły miał przednie i wesołe. Któregoś dnia siedzieli na werandzie u swojego kumpla Edwarda W., popijając różne trunki, od piwa, poprzez wino, koktajle wymyślne a skończyli na spirytusie który Edward kupił w kiosku. Piło się lekko i przyjemnie, może za mocno paliło w gardło. Posiedzieli jeszcze chwilę, zjedli do końca przyniesioną zagrychę i zastanawiali się, czy u „ciotki” jest jeszcze otwarte. Ryszard miał w kieszeni parę groszy, ale jak przeliczył, wyszło mu, że do „ciotki” nie ma, co chodzić, bo „ciotka” na krechę nie daje. Pomyślał jeszcze chwilę, przeprosił towarzystwo, obiecując, że za kilkanaście minut będzie z powrotem, wyszedł z domu.
Niedaleko był sklep ogólno spożywczy, oszklony i oświetlony w nocy. Ryszard obszedł go dookoła, sprawdzając, czy nie widać jakiegoś anioła stróża, następnie wziął szmatkę z zawiniętym w niej kamieniem i mocno uderzył w szybę. Szyba poleciała. Wszedł szybko do środka i po odnalezieniu kontaktów, wyłączył światła w całym sklepie. Do zabranych ze sobą toreb zaczął pakować towar. W jedną kładł napoje alkoholowe a w drugą wędlinę, pieczywo i masło. Z tak przygotowanymi torbami już podchodził do dziury, gdy zobaczył, że pod dziurę podeszli milicjanci spoglądający i świecący latarkami do środka. Położył się za stoiskiem i postanowił przeczekać sprawdzanie, mając nadzieję, że milicjanci odjadą z miejsca, chociaż na chwilę.
Milicjanci zdziwieni, że w sklepie z jakiegoś powodu zgasło światło, podjechali sprawdzić. Świecili latarkami do środka i wtedy zobaczyli, że na podłodze, za stoiskiem wędlin wystają czyjeś nogi. Popatrzyli chwilę, po czym jeden z nich został przy dziurze a drugi podszedł do radiowozu skonsultować się z oficerem dyżurnym. Dyżurny polecił nie wchodzić do środka tylko zaczekać na wsparcie. Po chwili przyjechał drugi radiowóz przywożąc ze sobą kierowniczkę sklepu. Dwóch z nich pozostało przy dziurze i dwóch poszło z kierowniczką. Weszli do środka, zapalili światło i przy stoisku z wędlinami zobaczyli leżącego na podłodze Ryszarda D., głośno chrapiącego, obok niego stały dwie torby z różnym towarem przygotowanym do wyniesienia.
Ryszard D. nie mógł zaprzeczać, że był w sklepie i przygotowywał torby do wyniesienia, bo tak go zastała kierowniczka sklepu z milicjantami, ale co do wejścia do sklepu to miał własną wersję. Opowiedział w Komendzie, że w sklepie znalazł się przypadkiem. Po prostu wrzucili go milicjanci. Ryszard sobie szedł w nocy ulicą, na której znajduje się sklep, nie patrzył na zegarek, ale na pewno to było już po północy, gdy przy nim, stojącym właśnie przy tym sklepie zatrzymał się radiowóz, wyszli z niego milicjanci, złapali Ryszarda za ręce i nogi i poprzez szybę wrzucili go do środka. Powiedzieli mu, że robią to specjalnie za jego złe zachowanie i chcą zamknąć go w więzieniu. Będąc już w sklepie, zdał sobie sprawę, że i tak będzie na niego, dlatego w torby, które miał ze sobą naładował różnego towaru.
Komendant się zastanawiał, prokurator rozważał czy nie ma w tym ziarna prawdy, jedynie Sąd stanął na wysokości zadania nie dając wiary tłumaczeniom Ryszarda D., bowiem brak obrażeń zewnętrznych, noszenie ze sobą toreb w które napakowano towaru oraz kamień w szmacie ze śladami Ryszarda, świadczyły o przygotowaniu do dokonania włamania. Dostał odsiadkę bez zawiasów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz