czwartek, 26 września 2013

Nie umiemy uczyć się na błędach innych narodów.

         
Nastał rok przełomu, gdy „władza komunistyczna” podzieliła się władzą, udostępniając nowym wybrańcom, dostęp do bezpośredniego kierowania różnymi dziedzinami życia społecznego. Do władzy rwał się kto żyw, kto szybciej lub dobitniej ośmielał się dokopywać „komuchom”. Patrzyłem z dużym zdziwieniem na zabiegi niektórych ludzi, wyrosłych na piersi tej „komuny”, obrzucających ją błotem, nie dziękując chociażby za to, że ich bezpłatnie wykształciła.
          Modne stały się weryfikacje. W każdym większym mieście tworzono grupy ludzi, z dorobkiem opozycyjnym, mającym orzekać w komisjach o tym, czy dana osoba może pozostać na stanowisku, czy na to zasługuje i czy będzie realizowała wytyczne nowych komisji, czerpiących wiedzę z wytycznych komisji regionalnych.
          Obserwując zjawiska pojawiające się na scenie politycznej, przenoszone później do samorządów miejskich i gminnych, przypominała mi się rewolucja kulturalna w Chinach, zainicjowana przez Mao Zedonga, powracającego do władzy w maju tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego szóstego roku. Rozpoczął w końcu maja 1966 r. od utworzenia „Czerwonej Gwardii”. Był to faktyczny początek rewolucji mającej na celu usunięcie wszystkich starych działaczy i stworzenie „komun wiejskich” na wzór grup plemiennych wspólnoty pierwotnej. Członkowie „Czerwonej Gwardii” zwani hunwejbiniami, wywodzili się z ośrodków studenckich i robotniczych, byli ludźmi wykształconymi. Mimo wykształcenia, szkód w stosunkach społecznych narobiono dużo. Rewolucję zakończono trzy lata później a faktycznie trwała ona do października tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego szóstego roku. Jeszcze cztery lata trwały przepychanki na stanowiskach przywódczych, po procesie „bandy czworga”. Dopiero w roku osiemdziesiątym przystąpiono do normalizowania życia społecznego, usuwania skutków spowodowanych przez zwolenników Mao. Niewielu przywódców różnych ugrupowań rewolucyjnych, umiało wyciągnąć wnioski dla swojego ruchu, ze skutków „Rewolucji Kulturalnej” w Chinach. Okazało, że każdy kraj przechodzi przemiany takie, na jakie go stać. W Chile, zamordowano wybranego w demokratycznych wyborach lewicowego polityka Salvadora Allende i gen. Augusto Pinochet wyszedł na bohatera narodowego / uznanego również i przez niektórych naszych parlamentarzystów, dziękującym mu za dokonane spustoszenie/, bo jako straszaka w stosunku do społeczeństwa użył zniekształconych haseł lewicy i demokratów, ośmieszając wprowadzenie komunizacji stosunków społecznych, jakie chciał stopniowo wprowadzać prezydent Allende. We Francji, pod koniec rewolucji francuskiej, Georges Danton spuentował zjawisko przemian w rewolucji: „rewolucja jak Saturn, pożera swoje dzieci”.

Na szczęście u nas przebiegło to bardzo łagodnie. Przekazanie władzy następowało stopniowo i ani się nie spostrzegliśmy, gdy Polska wyrwała się z objęć komunizmu i wpadła w objęcia ........... zapomnianego w Polsce, agresywnego kapitalizmu. Miał to być kapitalizm z ludzką twarzą. Po pierwszych zachwytach dokonaną przemianą, termin „kapitalizm” wyeliminowano z publicznych dyskusji. To wstydliwe słowo, przynoszące starszemu pokoleniu drastyczne skojarzenia, znikło z naszego słownika, zanim na dobre w nim zagościło. Dla uspokojenia bezrobotnych, mało zarabiających, mówi się teraz o gospodarce rynkowej, prywatno -rynkowej, a nawet wolno rynkowej, choć wiadomo, że wolny rynek jest tylko teoretyczną koncepcją, a rzeczywisty rynek jest zawsze mniej lub bardziej regulowany. Dla podtrzymania autorytetów znacznej części ludzi zaangażowanych w dokonanie przemian, mówi się o biznesie, o przedsiębiorczości każdego człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz