Wyprawa po zaopatrzenie.
Trochę oszołomiony tym koleżeńskim
przyjęciem, z teczką pod pachą przecisnąłem się pomiędzy czekającymi
interesantami i schodami schodziłem do wyjścia, gdy z zza zakrętu korytarza
pojawił się sam komendant.
-
O, widzę, że zagonili pana do pracy. To dobrze, bardzo dobrze. Pracujcie tak
dalej to będą z was porządni ludzie. U kogo pracujecie?- Zapytał komendant.
- U
pana Wacława – odpowiedziałem ściskając teczkę, czując się speszonym tym
spotkaniem.
-
To dobry fachowiec, dobrze was wyszkoli. Powodzenia – rzucił na pożegnanie
komendant.
Sklep osiedlowy rzeczywiście był
niedaleko i miał bogaty asortyment. Od win poprzez wódki różnego rodzaju, były
i świeże ogóreczki dla pana Tadzia. Zapomniałem zapytać, jaki alkohol kupić i
jaką ilość. Nie znając możliwości pokojowych kolegów, doszedłem do wniosku,
żeby zaoszczędzić sobie biegania dwa razy a panu Tadziowi zdrowia, bo gdyby
zabrakło mógłby się bardzo denerwować, postanowiłem kupić dwie butelki wódki i
słoik ogórków z sosikiem.
Po zapakowaniu wszystkiego do teczki, powoli, aby ze
słoika nie wylał się sosik, wracałem do komendy. Ściskając teczkę wszedłem na
drugie piętro i przeciskając się przez tłum niezwykle złośliwych interesantów,
którzy nie wiadomo, dlaczego potrącali mnie ze wszystkich stron, stanąłem w
pewnym momencie bezradny. Wychodząc z pokoju pana Wacława nie spojrzałem na
numer, a w tej chwili zobaczyłem, że takich pokoi z uszkodzonymi zbrojonymi
szybami na tym piętrze jest kilka. Zacząłem zaglądać do kolejnych pokoi broniąc
się przed okrzykami interesantów i dopiero za trzecim razem trafiłem do pokoju,
w którym miałem pracować.
-
Co tak długo – seplenił pan Tadzio – już martwiliśmy się o pana, panie kolego.
-
Kolejka była – odpowiedziałem trochę zmieszany, ale próbując rozładować
sytuację, dodałem – w sklepie nie chcieli mnie przepuścić, nawet wówczas, gdy
powoływałem się na pana, panie Tadziu.
- A
co pan mówił? – Zapytał pan Tadzio.
-
Mówiłem, że to zakupy dla stałego klienta, tego od kiszonych ogórków.
-
Powinni dać panu rabat, tak często tam robię zakupy, ale, ale, jest sosik?
-
Jest panie Tadziu – pokazałem słoik litrowy z ogórkami i sosem i wyciągnąłem z
teczki dwie butelki wódki.
-
No, przewidujący pan jest, będzie z pana dobry milicjant – zaseplenił pan
Tadzio.
No i po wzięciu do rąk przez pana
Tadzia, dwóch butelek wódki i słoika z sosikiem, w pokoju zapanowała swojska
atmosfera. Pani Irenka zorganizowała dużą tacę, na której dzieliła kanapki
przyniesione przez każdego z kolegów, pan Feliks wyjął z biurka sześć
musztardówek, po czym każdą z nich skrupulatnie przecierał papierem toaletowym.
Gdy spojrzałem na niego wymownie, dając znać, że można by je umyć, pan Feliks
odburknął, że przecież będziemy je odkażać.
- W czym pomóc panie Tadziu – zapytałem delikatnie.
-
Cholera, gdzieś grzałka mi się zapodziała – stęknął pan Tadzio.
-
Panie Tadziu, mnie wystarczy trochę wody, nie musi być herbata czy kawa, nie
musi pan szukać grzałki – łagodnie zaproponowałem.
- A
kto mówi o herbacie cy kawie. Ja nie mogę inacej wypić wódki – zaseplenił pan
Tadzio wyciągając radośnie małą grzałkę.
Zapytałem, w czym ja mogłem jeszcze
pomóc, bo tak głupio mi było, gdy wszyscy się krzątali a ja nie robiłem nic.
-
Po co się pan będzie męczył – powiedziała pani Irena – niech pan ustawi na
swoim biurku to co mamy i zaraz zaczniemy.
-
No jasne, siadaj pan i ucz się jak na przyszłość jak to się robi – z wesołą
miną seplenił pan Tadzio.
Przeniesiono na moje biurko dwie
butelki wódki, pokrojone przez pana Tadzia ogórki z sosikiem, wyczyszczone
przez pana Feliksa szklaneczki po musztardzie i pokrojone przez panią Irenę
kanapki i gospodarzem tego spotkania mianowano pana Feliksa. Pan Feliks kilkoma
wprawnymi ruchami wybił korek z butelki, po czym bacząc by nie uchronić kropli,
rozlał po równo do stojących szklaneczek. Chciałem wznieść toast, gdy pan
Feliks zastopował mnie.
-
Poczekajmy na Tadzia.
Zobaczyłem wówczas, że pan Tadzio
wziął szklaneczkę do ręki, zanurzył grzałkę w wódce i podłączył ja do prądu.
-
Panie Zenku, niech pan się nie dziwi – usprawiedliwiał się pan Tadzio – nie
mogę pić zimnej wódki, bo zaraz mnie migdałki bolą. Dlatego podgrzewam ją
chwilę i mogę wówczas ją wypić. O już gotowe, to za zdrowie pana Zenia.
-
Panie Tadziu, wódka dezynfekuje szklanki a nie dezynfekuje gardła?
-
Tak to jest panie kolego, taki jestem wrażliwy.
Wypiliśmy pierwszy toast wzniesiony przez
pana Tadzia, po czym pani Irena jako pierwsza podeszła do mnie i powiedziała.
-
Mów do mnie Irena.
Po niej podszedł pan Tadzio i klepiąc mnie
przyjacielsko po plecach, powiedział.
-
Fajny chłop z ciebie. Znasz się na rzeczy, mów mi Tadzio.
Podobnie i pan Janek, wprawdzie bez
poufałego klepania oświadczył, że jestem równy facet i mogę mu mówić po
imieniu. Jedynie pan Wacław, jak na kierownika przystało, zachował
wstrzemięźliwość w okazywaniu poufałości, życząc sobie, aby pomiędzy nami
pozostał dystans taki, jaki winien być pomiędzy nauczycielem i uczniem. Nie
oponowałem.
- Na drugą nóżkę, żeby się nie kulało –
zaproponował Tadzio chwytając butelkę otwartą w międzyczasie przez pana
Feliksa, który podobnie jak i Wacław unikał poufałości.
-
Dla mnie nie lej – powiedziała Irenka patrząc na mnie szklanymi oczami.
-
Nie szkodzi, zostanie dla nas – słusznie zauważył pan Feliks demonstracyjnie
chwytając szklaneczkę Ireny.
-
Co tak na niego oczy wytrzeszczałaś – zapytał Tadzio, Ireny, podgrzewając wódkę
– chłopaka przystojnego nie widziałaś, czy co?
- A
może on mnie się podoba – replikowała Irenka – zabronisz?
-
Weźcie się w końcu za pracę – huknął pan Wacław – ludzie czekają,
-
Jak czekają, to się doczekają – rzucił Tadziu – na drugą nóżkę.
-
Zdrowia – jak echo powiedzieli wszyscy.
Tadzio wysączył do ostatniej kropli
sosik po ogórkach, zakąsił ostatnią kanapeczką i zacierając radośnie ręce
powiedział.
-
Do roboty Zeneczku, pójdziesz ze mną, pokażę ci gdzie znajdują się
najważniejsze pomieszczenia w naszej komendzie.
-
Tylko nie zgubcie się po drodze – upominał pan Wacław.
-
Wacław – zaseplenił Tadzio – daj nakaz wydania to wezmne z aresztu tego, no
wiesz, Kwaśnieckiego. Zrobim mu palcówkę – zakończył uśmiechając się znacząco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz