niedziela, 22 września 2013

Poznanie kierownika i zespołu z którym miałem pracować.

Spotkanie z kierownikiem.

          Wcisnąłem się w ten szemrzący i pulsujący tłum, szukając pokoju kierownika sekcji. Gdzieś w połowie korytarza zauważyłem drzwi, przy których nie było żadnego interesanta, na drzwiach natomiast wisiała tabliczka – Kierownik Sekcji. Nauczony poprzednim doświadczeniem zastukałem mocno w dyktę wstawioną zamiast szkła i po usłyszeniu – wejść – nacisnąłem klamkę, która zakręciła się dookoła swojej osi i głową walnąłem w dyktę. Za chwilę ktoś od środka uchylił drzwi i zaprosił mnie do pokoju.
Wszedłem do środka. Za biurkiem stał szczupły, niski mężczyzna w ciemnym, podniszczonym ubraniu, jasnych włosach ostrzyżonych krótko i grubym głosem, wyraźnie nie pasującym do tak wątłej postaci zaklął cicho a następnie odpowiadając na moje pozdrowienie dodał.
- Cholera, już tydzień temu prosiłem gospodarczego żeby zreperowali zamek i doprosić się nie mogę. Sam musiałem wstawić w drzwi dyktę, bo nie reagowali na moje prośby – pukając w dyktę dokończył – a teraz muszę ją jeszcze pomalować. A wy, co, nowy?
- Nowy panie kierowniku....
- Ej, ej, uważaj na krzesło, chybocze się, no już dobrze. To, co, macie u mnie pracować – ni to pytając ni to stwierdzając, kierownik chwycił za notatnik.
- Pracowaliście gdzieś przed wcześniej?
- Tak, panie kierowniku.
- A gdzie?
- W stolarni – odpowiedziałem nieśmiało, bo zdawałem sobie sprawę, że brzmi to trochę śmiesznie. Ze stolarni do milicji?
- O, to świetnie – zahuczał kierownik – z nieba mi spadacie. Umiecie naprawiać krzesła?
- Umiem – odpowiedziałem zaniepokojony, bo przecież miałem zostać milicjantem a nie kleić krzesła, czego wyraźnie miałem dosyć w poprzedniej pracy.
- Jutro weźmiecie się za krzesła, a dzisiaj zapoznam cię z kolegą, pod którego okiem będziesz uczyć się rzemiosła milicyjnego. Idziemy – rzucił kierownik odrywając się od biurka.
          Podszedł do drzwi, chwycił za klamkę usiłując je otworzyć. Poruszył dwa razy, klamka została mu w ręku i zrezygnował z otwarcia drzwi od wewnątrz, usiadł przy biurku, podniósł słuchawkę telefonu i po wybraniu krótkiego numeru wezwał na pomoc Wacława z sąsiedniego pokoju.
          Za chwilkę rozległo się mocne uderzenie w futrynę i do pokoju wpadł starszy mężczyzna z wyraźną czołową łysiną, w swetrze koloru szarego i kraciastej koszuli.

- Masz nowego – powiedział kierownik wskazując na mnie – poznajcie się.
Po wymianie grzecznościowych formułek opuściliśmy pokój kierownika i przebijając się przez tłum interesantów. Dotarliśmy do drzwi niezwykle obleganych przez dużą grupę ludzi. Wacław pchnął mocno drzwi z popękaną szybą zbrojoną i weszliśmy do środka. Zobaczyłem pokój wielkości jednej drugiej gabinetu komendanta, zastawiony sześcioma biurkami. Przy trzech siedzieli mężczyźni zanurzeni w sterty dokumentów, przy czwartym biurku siedziała dziewczyna z blond włosami, wiejską urodą i krzywymi nogami. Piąte biurko należało do pana Wacława a szóste oczekiwało na mnie.
- Nowy? – Zapytał jeden z kolegów z drugiego biurka.
- Nowy – potwierdził pan Wacław klepiąc mnie mocno po plecach – poznajmy się – zachęcił pozostałych.
- Irena – rzuciła dziewczyna a właściwie kobieta, bo na palcu prawej ręki podniesionej przez nią do pocałowania, widoczna była obrączka.
- Janek – przedstawił się właściciel trzeciego biurka, gruby z dużymi okularami na nosie o twarzy, na której nie było widać wieku.
- Tadek – zaseplenił czwarty z tego towarzystwa, chyba najstarszy i najbardziej chudy. Jego fioletowy koniec nosa i zaczerwienione oczy wskazywały na częste kontakty z mitycznym Bachusem.
- Feliks – rzucił jakby od niechcenia piąty i ostatni pracownik tego pokoju.
- Zenek – przedstawiłem się wszystkim.
- Żonaty? – Sondowała pani Irena.
- Niestety, tak – odpowiedziałem przyjmując ton żartobliwy.
- A pije? – Zapytał pan Tadzio.
- Jak jest, co – odpowiedziałem skromnie.
- Spokojnie – podniesionym głosem krzyknął pan Wacław – najpierw praca – a pióro to ma?
- Mam – odpowiedziałem wyciągając pióro atramentowe z kieszeni nowego garnituru.
- Ładne pióro – ocenił pan Janek.
- Pióro ladne, – zaseplenił pan Tadziu, – ale Zenio jesce sie nie wkupił a już wyciąga piólo – dokończył czekając na aprobatę pozostałych kolegów.
-Daj mu spokój – widzisz przecież, że jest nowy i pierwszy dzień.
- To, co, że nowy? – Zapytał pan Tadzio – musi przecie poznać tajniki nasej pracy, a najlepiej tajniki poznaje sie w sklepie.
- Zna pan trochę tą dzielnicę? – Zapytał pan Wacław.
- Jeszcze nie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- To jest okazja – naciskał pan Tadzio – mam pare punktów do sprawdzenia to Zenio pójdzie i od razu kupi w sklepie, co potrzeba – seplenił dalej.
- Zamiast wysyłać nowego kolegę do sklepu, pokazałbyś, co i gdzie się mieści w naszym budynku – proponował pan Wacław.
- Jesce pozna, do emerytury ma daleko – zachęcał pan Tadeusz - to, co kolego, kupi pan?
- No, jeśli tak uważacie nie ma sprawy, idę. Nie mam tylko torby albo teczki – powiedziałem cicho.
- Ja mam – krzyknął pan Tadeusz, – po czym z metalowej szafy, której drzwi piszczały jak koty na dachu, wyjął torbę płócienną, porządnie zniszczoną, do której można by włożyć na stojąco całą klatkę butelek, bez obawy, że cokolwiek będzie widać.
- Panie Tadziu – zapytała pani Irenka – nie ma pan nic lepszego?
- Psecie w tym nic nie widać – bronił się pan Tadeusz.
- Weź pan moją teczkę – zadecydował pan Wacław – przynajmniej lepiej wygląda.
- Ale kup pan ogórków, tylko z sosem – zażyczył sobie pan Tadeusz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz