POWITANIE
Idąc
po schodach przypominałem sobie pouczenie, jak powinienem się zachować się na
spotkaniu z komendantem powiatu. Na pierwszym piętrze odszukałem drzwi z
tabliczką „sekretariat”, zastukałem nie za mocno, ale też nie za cicho i
czekałem na wezwanie.
Zastukałem ponownie i nadsłuchiwałem wezwania.
Niestety, żadnego zaproszenia do wejścia nie usłyszałem. Postanowiłem zastukać
mocniej. Po chwili w drzwiach ukazała się młoda kobieta patrząc na mnie z
wyrazem zdziwienia na twarzy.
-
Pan, do kogo? – Zapytała zaniepokojona, zerkając ukradkiem w głąb korytarza.
-
Do komendanta – odpowiedziałem zdenerwowany, bojąc się, aby ten pierwszy
kontakt z pracą nie wypadł dla mnie niekorzystnie.
- W
jakiej sprawie? – Rzuciła zniecierpliwionym głosem, wypychając mnie na korytarz
swoim dużym biustem.
-
Polecono mi zgłosić się do komendanta do pracy – wyrzuciłem z siebie jednym
tchem opierając się nacierającej sekretarce.
-
To, co innego, czemu nie mówił pan od razu – melodyjnie odpowiedziała
sekretarka, cofając się w głąb pokoju a na jej twarzy rozlał się promienny
uśmiech przeznaczony tylko dla specjalnych interesantów, - proszę spocząć,
komendant zaraz pana przyjmie – dodała lustrując mnie ciekawym, można
powiedzieć zaczepnym wzrokiem.
Usiadłem w głębokim fotelu ustawionym
tuż obok drzwi wiodących do gabinetu komendanta a naprzeciw biurka sekretarki.
Oceniając przełożonego przez pryzmat sekretarki, można dojść do wniosku, że ma
dobry gust i zna się na kobietach – myślałem.
Ciekawe czy wszystkie kobiety pracujące w Komendzie
są tak pociągające jak ta urocza sekretarka. Dalsze rozmyślania zostały
przerwane gwałtownym szarpnięciem drzwi i do sekretariatu wkroczył statecznym
krokiem mężczyzna w sile wieku, słusznej tuszy świadczącej o wyrobionym smaku.
-
Pani Zosiu – powiedział zerkając pytająco na siedzącego w fotelu interesanta –
proszę przygotować trzy kawy i trochę tych kruchych ciasteczek.
-
Ciasteczek już nie ma – odpowiedziała pani Zosia, wskazując głową na mnie,
siedzącego w fotelu.
-
To proszę kupić – karcąco wypowiedział mężczyzna w mundurze w stopniu
pułkownika, następnie spojrzał w moją stronę i zapytał – pan do mnie?
-
Tak jest – odpowiedziałem zrywając się z fotela – otrzymałem skierowanie do
pracy.
-
Aha – mruknął komendant patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem – proszę bardzo,
wejdźcie – powiedział już przyjaźniej.
Wszedłem
do gabinetu zatrzymując się w przyzwoitej odległości od masywnego, dębowego
biurka. Rozejrzałem się po pokoju. Gabinet był olbrzymi. Od drzwi wejściowych
prowadził długi kolorowy chodnik, zakończony przed biurkiem dużym prostokątnym
dywanem, na którym stało biurko i mały dębowy stoliczek a obok, jak od kompletu
również dębowe, wyściełane krzesła. Na ścianie, prawie nad głową siedzącego, w
masywnych, dębowych ramkach godło narodowe i poniżej portrety dostojników
państwowych. Cała ta kompozycja nadawała pomieszczeniu niezwykle oficjalny
wystrój.
-
Siadajcie – rzucił komendant siadając równocześnie na dużym fotelu stojącym za
biurkiem, na którym piętrzyła się sterta najprzeróżniejszych dokumentów.
Pułkownik siadając oparł ręce na biurku w taki sposób, jakby za chwilę całą tą
stertę papierów miał przygarnąć do siebie.
Poruszając
rękoma ilustrował swoje przemówienie skierowane do mnie, mianując siebie
strażnikiem porządku i ładu społecznego. Z potoku słów płynących w ust
komendanta wyłowiłem, że pracować powinienem w pocie czoła na stanowisku
oficera do........., ale dalej nie zrozumiałem.
Po skończonej części oficjalnej, gdy komendant
zapytał mnie, czy mam jakieś pytania, odpowiedziałem twierdząco i nieśmiało
zapytałem.
-
Przepraszam panie komendancie, ale nie zrozumiałem tego sformułowania, że mam
być oficerem do czegoś i właściwie nie wiem, do czego.
-
Przecież jasno powiedziałem, będziecie oficerem dochodzeniowym w stopniu
kaprala, bo taki macie stopień? – Upewniał się komendant – zrozumieliście?
-
Nie bardzo panie komendancie. Jestem kapralem to chyba będę podoficerem
dochodzeniowym a nie oficerem – prostowałem trochę pewniej.
-
Wy mi tu nie filozofujcie. Ja wiem lepiej, kim będziecie. A teraz idźcie na
drugie piętro i zameldujcie się u porucznika Kozłowskiego. On wam wyznaczy robotę.
No to cześć. Życzę powodzenia.
Podniesiony na duchu, że będę oficerem w stopniu podoficera
dochodzeniowego, nie, odwrotnie podoficerem w stopniu oficera dochodzeniowego,
poprawiło mi to samopoczucie i poszedłem piętro wyżej.
Nadal nie widziałem, czy jestem oficerem w stopniu
podoficera czy też podoficerem w stopniu oficera. Było ta tak skomplikowane, że
nie wiedziałem jak mam przedstawiać się nowo poznanym kolegom. Idąc po schodach
ze zdziwieniem patrzyłem na dzieło sprzątaczki, która szaro – niebieski kolor
lamperii na ścianie przy schodach do połowy zasmarowała pastą podłogową.
Wyobraziłem sobie przyjście do pracy w czystym garniturze, białą koszulą i
przypadkowe oparcie się o ścianę. Garnitur do wyrzucenia.
Na drugim piętrze, w długim i wąskim korytarzu
skąpo oświetlonym, stał tłum interesantów wspierających plecami ściany po obu
stronach korytarza. Wyglądało to tak jakby stojący ludzie plecami podtrzymywali
wewnętrzne ściany budynku, chroniące tajemnic pobliskich pokoi. Co ciekawsi
interesanci mocniej przykładali głowy do ścian w pobliżu pokoi, do których
mieli zamiar wejść. Strzygli uszami jak konie czujące nadchodzące
niebezpieczeństwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz